Gdzie koguty pieją nocą

Wrzesień 20th, 2013 | Posted by carinho in Miejsca | Rejsy

18.09.2013r.                                                                          37°22,75’N 024°56,60’E

KogutyByło jeszcze ciemno, choć na zegarku 5:09. Najlepszy, najbardziej błogi sen dociska człowieka do poduszki właśnie o tej porze. Ale nie dzisiaj… Jak przez mgłę docierają do mnie jakieś pokrzykiwania ludzi, jakieś chrobotanie żelastwa i bulgotanie wody. Taaak… To Szwajcar wypływa. Żeby tylko nie miał zaplątanej w coś kotwicy albo łańcucha, bo nocna cisza nie wróci szybko. Nie miał – odpłynął. Zrobiło się cichuuutko, można zapaść w słodkie dosypianie… A to co?! Nie minął kwadrans i kolejny jacht wypływa, i znowu skrzykują się załoganci, i znowu chrobocze łańcuch kotwiczny… To jakieś nowe obyczaje, żeby po ciemku opuszczać port, przecież jesteśmy na Cykladach! Odpłynął… Może uda się jeszcze ździebko przysnąć? Ależ skąd! Następny cierpiący na bezsenność kapitan zarządził wypłynięcie. Teraz to i ja mam dosyć i, choć ledwie zaczęło świtać , wstawiam wodę na kawę. Żegnaj słodkie dosypianie do ósmej 😉

nabrzeze

Bezchmurne niebo zawsze poprawia humor

A właśnie koło ósmej pojawił się na kei sympatyczny, młody człowiek z torbą na ramieniu i bloczkiem w ręku. „Kalimera!” – powitał nas z uśmiechem. „Only one night?” – zapytał. Aha, czyli port jest płatny. Ok. A w tej samej chwili dotarło do nas, dlaczego te wszystkie jachty odbiły od kei bladym świtem 😉 Przypłynąć do portu wieczorem, a ulotnić się zanim przyjdzie kasjer, to jest raczej niechlubny sposób na ograniczenie kosztów. Wieczorem przy tej, jak się okazało, płatnej kei nie było gdzie palca wsadzić, a o wschodzie słońca został już tylko Balaou, jakiś mały jachcik i dwa  duże jachty motorowe.
Od chłopaka dostaliśmy tylko jakiś kwitek, a zapłacić trzeba było w biurze Port Authority. A że biuro nie było blisko naszej przystani, to odbyliśmy sobie przyjemny, poranny spacerek.

plac

Dzisiaj Tinos jest równie urocze co wczoraj 🙂

Port w Tinos kosztował 17? z wliczonym prądem. Przez ostatnie 2 tygodnie staliśmy tylko 2 razy w porcie, a pozostałe noce na kotwicowiskach. Niesamowite jest to, że niczego nam nie brakowało do szczęścia, ani do życia, z wyjątkiem … śmietnika. Przecież nie wyrzucimy śmieci do morza, a w dobie plastikowych opakowań śmieci szybko się gromadzą… Przydał się ten postój w Tinos, nie tylko ze względu na śmieci oczywiście. Mogliśmy porządnie podładować sobie akumulatory jachtowe, baterie do Nikona, wszystkie laptopy, tablety, komórki, krótkofalówki i… zrobić sobie wreszcie kawę-latte z ekspreeesu, mniam 🙂 Zrobiliśmy też większe zaopatrzenie w napoje i jedzonko, a na pobliskiej stacji benzynowej kupiliśmy kanister benzyny do silnika od pontonu i wymieniliśmy butlę z gazem. Mając taki back-up mogliśmy spokojnie oddać cumy.

odplywamy

Do zobaczenia, Tinos!

Na dziś zaplanowaiśmy krótki odcinek, jakieś 20 mil, do zatoki Varis na południowym krańcu wyspy Siros. Rozpoczęliśmy tak etap powrotu na Rodos, czyli od dziś kierujemy się tylko na południe lub południowy wschód.
Siros jak każda wyspa na Cykladach jest jałowa i skalista, i jak każda z nich ma coś własnego i wyjątkowego. Taką perełką tutaj jest na przykład miasteczko Ermoupoli – do XIX wieku główny port Grecji i najważniejszy we wschodniej części Morza Egejskiego.

Ermoupoli_od_strony_morza

Ermoupoli od strony morza

Wpłynęliśmy za bardzo długi pirs, świetnie chroniący od fali i tworzący ogromny basen portowy. Nieco na uboczu znajdowała się stocznia i ogromna strefa techniczna, w której w ogromnym suchym doku stał ogromny prom. Takiego serwisu jeszcze nie widzieliśmy, ale nas bardziej interesował port miejski. Miasto jest ślicznie położone. Pastelowe domy jakby wspinały się po wzniesieniu, od nabrzeża aż po szczyt zwieńczony dumnie katedrą św. Jerzego. Podobno, aby do niego dotrzeć, trzeba pokonać 800 kamiennych schodków.

port

Port miejski w Ermoupoli

Miasteczko Ano Siros, nad którym góruje katedra, założyli Wenecjanie w XIII wieku i do dziś pozostało katolickie, co jest rzeczą wyjątkową w Grecji. Dopiero poniżej Ano Siros znajduje się miasto Ermoupoli. Tu oczywiście dominującą religią jest prawosławie, a wyrazem tego jest wspaniały kościół Agios Nikolaos, najlepiej jednak widoczny od strony morza.

Agios Nikolaos

Agios Nikolaos na pierwszym planie, na szczycie katedra św. Jerzego

Ermoupoli, jako 13-tysięczne miasto, jest największym w archipelagu Cykladów. Z XIX. wieku – czasów jego świetności – zachowało się wiele rezydencji w stylu neoklasycystycznym zlokalizowanych głównie w okolicach portu. Sam port jest otoczony kafejkami i sklepikami. Całe nabrzeże zastawione jest stolikami i parasolami, ale tłumu turystów nie ma, bo miasto nie czyni starań w tym kierunku. Dzięki temu zachowało swój lokalny, autentyczny charakter i spokój typowy raczej dla ustronnych miejscowości niż dużego portu.

fish eye

Port miejski widziany „rybim okiem”

Nie zostajemy jednak w tym ładnym miasteczku, bo zmierzamy dalej na południe. Zawadzimy jednak z ciekawości o maleńką wysepkę Gaidharos. Według locji jest tam bardzo ładne kotwicowisko, idealne na kąpiele. Wysepka jest raptem 2 mile w bok, więc nie nadłożymy wiele drogi. Najpierw minęliśmy samotną latarnię, która jest jedynym budynkiem na tym skrawku lądu.

latarnia

Porządna latarnia morska

Osobiście mam słabość do latarni, które są zbudowane w dawnym stylu, murowane z kamieni lub cegieł, na solidnej podstawie, które, choć smagane wiatrem i falami, stoją niewzruszone i już z daleka dają jakieś niewytłumaczalne poczucie bezpieczeństwa. Wyrazem największej ignorancji, w moim mniemaniu, jest stawianie niewyszukanej konstrukcji z metalowych belek i nazywaniem tej kupy żelastwa również latarnią morską. To była tylko taka mała dygresja 😉  A tymczasem dopłynęliśmy do owej ładnej zatoczki. Niestety, przy dzisiejszym wietrze, nie była ona wymarzonym miejscem na kąpiel – falowanie było tak duże, że dwa dzielne jachty stojące tam już na kotwicy, tańczyły sobie oberka.

jachty

Skoczny taniec na falach

Ale właściwie co innego przykuło naszą uwagę. Na rzeczywiście bardzo ładnej plaży stały dwie szopy, a w nich… rozbite namioty. Bardzo pomysłowe 😉 A co już zupełnie nas rozbroiło, to flaga grecka zatknięta dumnie w rogu jednego z tych szałasów.

szopa

Patrioci greccy są wszędzie

Co do flagi, to nie powinniśmy się właściwie dziwić, bo Grecja jest krajem o głęboko zakorzenionym poczuciu patriotyzmu, a grecka flaga powiewa na prywatnych posesjach, stacjach benzynowych, sklepach i … takich właśnie  szopach, przez cały rok.
Flaga, jaką widzimy dzisiaj, została oficjalnie przyjęta w 1833r., kiedy Otton Bawarski został pierwszym królem nowego, wolnego państwa greckiego. Wcześniej na ciemnoniebieskim tle widniał tylko biały krzyż, ale, co ciekawe, ten wzór od 40 -stu lat również jest oficjalny. Jakoś nigdzie nie natknęliśmy się na taką flagę…
Dziewięć poziomych pasów ma znaczenie symboliczne. reprezentują one dziewięć sylab hasła bojowników o niepodległość podczas powstania narodowego: Eleftherija i thanatos! – Wolność albo śmierć! Odcienie niebieskich pasów były wielokrotnie zmieniane, od błękitnego po granatowe. Dopiero w 1978r ostatecznie przyjęto ciemnoniebieski odcień, jaki widzimy dzisiaj.
Po tym krótkim rekonesansie okolic Siros wróciliśmy na kurs do Varis. Godzinę później zawijaliśmy już do naszej zatoczki. Na wejściu witały nas kolorowe skały wyglądające jak andruty.

andruty

Przekładaniec skalny

A w głębi, na niewielkim wzniesieniu w promieniach zachodzącego już słońca, bieliły się domki niewielkiego miasteczka.

miasteczko

Varis – małe senne miasteczko nad zatoką

Poniżej miasteczka, w „główce” zatoki, rozciągała się niewielka plaża, przy niej kilka tawern, kilka parasoli i kilku amatorów zachodu słońca nad brzegiem morza.

DSC_3289

Sunset on the beach

Falowanie nie było tak intensywne jak przy tej małej wysepce, ale docierała do nas dłuuuga, martwa fala, która zrobiła z jachtu kołyskę. Mimo to, zmęczeni, zostaliśmy tutaj, a Balaou … ukołysał nas do snu. I sen byłby pewnie spokojny mimo falowania, gdyby o 2giej w nocy nie wybudziły nas… piejące koguty, i tak aż do świtu.

balaou

Balaou w spokojnej przystani

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

One Response

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login