Kastellorizo, nikomu nie po drodze

Październik 31st, 2014 | Posted by carinho in Jacht | Kulinaria | Miejsca | Rejsy

31.10.2014r.                                                                             36°08,97?N 029°35,42?E

Trzeba się przyznać, że po wczorajszych 78 Milach twardo się spało, zwłaszcza, że na nabrzeżu wciąż było tak słodko cicho… Ale ciekawość była silniejsza od leniucha, bo w końcu jesteśmy na Kastellorizo! Jeszcze w lipcu, gdy zwiedzaliśmy Turcję i Kas dokładnie na przeciwko Kastellorizo, marzyło nam się tu przypłynąć Balaou, a dzisiaj marzenie nieoczekiwanie spełniło się i… jesteśmy 🙂

Kastelorizo kopia

Kastellorizo, Ro i Strongyli oraz kilka niezamieszkanych skałek to jedyne wyspy greckie w tej części Moza Śródziemnego oddalone od najbliższej im wyspy Rodos o  ponad 70 Mil.

Cumując tutaj wczoraj, tuż przed przed północą, niewiele można było zobaczyć w ciemnościach rozświetlonych tylko kilkoma światłami nabrzeżnych barów… A dziś w świetle poranka ukazało się nam czarujące miasteczko, podobne do tego na wyspach Chalki albo Symi. Kolorowe domy amfiteatralnie skupione wokół portu, który ukrył się w najgłębszej części zatoczki otoczonej górami z trzech stron świata. Pijąc poranną kawę już w kokpicie Balaou można było wczuć się w atmosferę tego miejsca. Człowiek czuje się, jakby nadal śnił…

DSC_7139 kopia

Pierwsze promienie słońca cudnie ozłacają zachodnią część miasteczka 🙂

DSC_7141

Zniknęły gdzieś kutry rybackie, które stały na czerwonych bojkach, gdy przypłynęliśmy w nocy… Ale pewnie niedługo wrócą z dostawą świeżych ryb 🙂

DSC_7152

A restauracje już czekają na zawartość rybackich sieci 😉 I rzecz jasna głodnych klientów 😛

DSC_7153

Wschodnia część miasteczka i wejście do portu od strony Turcji, widocznej zresztą w oddali 🙂

DSC_7155

To jest podobno jedna, jedyna taksówka na wsypie 😛 Ale właściwie dokąd ona może jeździć??? Tu jest tylko to jedno miasteczko 😛

DSC_7156

Przy nabrzeżu jest spory tłok i w nocy naprawdę mieliśmy farta z ostatnim miejscem, w sam raz dla Balaou 😛

DSC_7157

W krystalicznie przejrzystej wodzie w porcie widać każdy zatopiony skarb 😉

A największa niespodzianka pływała sobie tuż pod powierzchnią wody. To był żółw karetta! Żółwie morskie to jedne z najstarszych stworzeń żyjących na Ziemi, pamiętają czasy dinozaurów, zamieszkują morza i oceany od przeszło 110 milionów lat.  Dziesiątki lat obserwacji tych niesamowitych zwierząt pozwoliły odkryć ledwie rąbek tajemnicy, ten od momentu złożenia jaj w ciepłym piasku nad brzegiem morza do wylęgu młodych żółwików… Reszta ich życia, to wciąż biała karta… (poczytajcie więcej  tutaj ). A nasz żółwik portowy miał chyba metr długości i był cudowny, tak spokojny i pewny siebie, całkowicie pochłonięty własnymi sprawami 🙂

DSC_7159

Żółw pływał sobie pomiędzy jachtami i wzdłuż nabrzeża jak w akwarium 🙂

DSC_7160

Na tyłach nabrzeża 🙂

DSC_7162

Już prawie listopad i właśnie dojrzewają pomarańcze 🙂

DSC_7166 kopia

A wśród drzew figowych przyczaił się pręgowany futrzak i bacznie obserwował nas, jak mini-tygrys 😉

Na przestrzeni dziejów wyspa była odbijana z rąk do rąk, a ludność powoli emigrowała do spokojniejszych miejsc. Dziś można zobaczyć mnóstwo opuszczonych domów, zwłaszcza w głębi miasteczka. Najwięcej ludzi, ok. 10 tys., mieszkało na Kastellorizo pod koniec XIX wieku. Wyspa w tym czasie była ciągle jedyną bezpieczną przystanią na szlaku morskim z Fethiye (Turcja) do Bejrutu (Liban). W Kastellorizo kwitł handel produktami z tureckiej Anatolii m.in.węgiel i drewno w zamian za egipskie dobra, takie jak ryż, cukier, kawa, tkanina i włókno. Miejscowe statki przewoziły również anatolijskie zboże na Rodos i Cypr. Na wyspie istniała dobrze prosperująca palarnia węgla drzewnego eksportowanego do Aleksandrii (Egipt) . Niemałe znaczenie miały również morskie profesje, a w szczególności poławianie gąbek . Dobra koniunktura skończyła się w 1911 r., kiedy to Włochy wypowiedziały wojnę Turcji. Wówczas jako jedna z niewielu wysp Dodekanezu nie została zajęta przez Włochów, którzy na początku byli postrzegani jako wyzwoliciele wysp greckich spod jarzma tureckiego. Mieszkańcy Kastellorizo byli tym niejako rozczarowani, zwłaszcza że od 1908 r. nowe tureckie rządy były trudne do zniesienia. Na ludność Kastellorizo nałożono ciężkie podatki, wprowadzono obowiązkowy pobór w szeregi wojska tureckiego, język turecki stał się językiem urzędowym, zniesiono dotychczasową wolność handlu i wolność religijną… W dodatku, gdy statki handlowe Kastellorizo obok bandery tureckiej zaczęły nosić banderę Nowego Państwa Egejskiego, Turcy w akcie zemsty wprowadzili coś w rodzaju embarga zamykając wszystkie tureckie porty dla „zbuntowanych” statków. Wówczas rozpoczęła się masowa emigracja z Kastellorizo… Wyspiarze zmuszeni byli szukać pracy gdzie indziej, a liczba ludności spadła z 10 tys. w 1910 r. do 4 tys. w 1912 r. Wybuch I Wojny Światowej w 1914 r. był już tylko przysłowiowym gwoździem do trumny… W późnych latach 20. XX wieku populacja wyspy zmalała do 2 tys., a około 8 tys. obywateli mieszkało już wtedy za granicą, głównie w Australii, Egipcie, Grecji i U.S.. W pięknym niegdyś mieście jedynie 730 domów było nadal zamieszkanych , a 675 porzucono… Na domiar złego latem 1944 r. wiele z tych domów obróciło się w zgliszcza w wyniku pożaru paliwa i wybuchu składu amunicji należących do stacjonujących tu wojsk brytyjskich… Dlatego dziś możemy obejrzeć ledwie szczątki dawnej świetności miasta, a te 430 osób, które nie uciekły przed tym niekończącym się pasmem tragicznych wydarzeń, to chyba najtwardsi ludzie w tej części galaktyki 🙂

DSC_7183

W upalny dzień aż miło przemykać takimi ścieżkami 🙂

DSC_7187 kopia

I znów dotarliśmy na nabrzeże, ale od wschodniej strony tym razem 🙂

DSC_7189

Uroczy pomnik natury 🙂

Na końcu zachodniego nabrzeża zaczyna się ścieżka na wzgórze zamkowe. Już w połowie jego wysokości można podziwiać port i malownicze pejzaże wokół niego 🙂

DSC_7200

Trudno zaprzeczyć, że to wyjątkowo przytulny zakątek 🙂

Wdrapaliśmy się z niemałą zadyszką na wzgórze, bo chociaż jutro 1.listopada, to na wyspie wciąż panuje prawdziwy upał.  Trud jednak się opłacił, a widoki na Kastellorizo, Mandraki, okoliczne wysepki i na Turcję będącą na wyciągnięcie ręki, były wprost oszałamiające 🙂

DSC_7232

A na XIV-wiecznym zamku Rycerzy św.Jana powiewa dumnie ogrooomna flaga narodowa Grecji 🙂

Zamek został wzniesiony na poprzedniej twierdzy zbudowanej przez Dorów, którzy skolonizowali wyspę w czasach starożytnych. Świadczą o tym odkryte niedawno inskrypcje wykute w skale w języku doryckim mówiące o podległości wyspy Megisti (dawna nazwa Kastellorizo) wobec Rodos. Patrząc na wschód ze wzgórza zamkowego widzimy bajecznie piękną Zatokę Mandraki. Można tu rzucić kotwicę na noc, jeśli w porcie nie będzie akurat miejsca, albo po prostu na kąpiel w środku dnia 🙂

DSC_7211

A spokojnej wody w Zatoce Mandraki pilnują dwa cypelki, od wschodu i zachodu, oraz wysoki, pionowy klif od południa 🙂

DSC_7219

Maleńka wysepka Agios Georgios tuż pod wzgórzem zamkowym, a na horyzoncie…Turcja i miasteczko Kas! 🙂

U stóp wzgórza zamkowego znajduje się najstarsza część miasta i główny plac zwany Plateia Ethelondon Kastellórizou. Tutaj odbywają się wszystkie wydarzenia i obchodzone są wszystkie święta, zarówno ogólne jak i prywatne typu chrzest albo ślub. Mieszkańcy ustawiają stoły na środku placu, gdzie bawią się, jedzą, piją i tańczą, oczywiście zaraz po uprzednio uroczyście odprawionej mszy w kościele Agios Konstandinos kai Eleni.

DSC_7241

Tu dzieje się wszystko, co ważne dla mieszkańców 🙂

DSC_7247

A gdy wróciliśmy do portu, właśnie pojawiły się „zaginione” rano kutry 😉

Kastellorizo jest przemiłym porcikiem i cudownym miejscem na odpoczynek. Wiemy, że nie odkryliśmy jeszcze wielu jej tajemniczych zakamarków, zwłaszcza tych z czasów starożytnych, na zachodnich wzgórzach wyspy, ale wiemy też, że nie jesteśmy tu ostatni raz. Szczególnie atrakcyjne jest dla nas bliskie sąsiedztwo Turcji. Aż dziw bierze, że wyspa leżąca 2 Mile od wybrzeża Turcji i ponad 70 Mil od innych wysp greckich, należy do dalekiej Grecji, a nie do bliskiej Turcji… Pewnie właśnie to 70 Mil sprawia, że nikomu nie jest tu po drodze…

DSC_7248

Spokojne popołudnie na Balaou, a jutro w drogę!

Wyspa Kastellorizo to dopiero początek nieznanego. Jutro ruszamy w kolejny etap naszej Wielkiej Wyprawy. Czeka nas 170 Mil do Paphos na Cyprze, oczywiście bez postojów, bo nie ma nic pomiędzy Kastllorizo a Cyprem 😛 To dopiero nieoczekiwany zwrot akcji… Wg planów z początku roku powinniśmy właśnie spokojnie zimować na Krecie, a tymczasem płyniemy do Izraela… Sami w to jeszcze nie do końca wierzymy… I nie możemy też ukryć rosnącej ekscytacji, bo to przecież rejony zupełnie nieznane dla nas i w ogóle dla polskich żeglarzy 😛

 

Żegluj z Sail Away! Rejsy pod żaglami po Morzu Śródziemnym fantastycznym jachtem Balaou to najlepszy sposób na udane wakacje :)

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

2 komentarze



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login