Najniebezpieczniejszy zawód świata

Październik 11th, 2013 | Posted by carinho in Kulinaria | Miejsca | Rejsy

10.10.2013r.                                                                                 36°56,84’N 026°59,69’E  

Po bezwietrznej nocy nastał równie bezwietrzny dzień. Słońce leniwie wynurzało się zza wzgórza osuszając drobniutkie kropelki rosy na pokładzie Balaou, a na zamglonym horyzoncie ledwie majaczyły wzniesienia Kos. Całe miasteczko jakby nie chciało się zbudzić ze snu tego jesiennego poranka. zawód

poranek

Zaspana Zatoka Kalimnos

Ale już koło 9tej słońce intensywnie przygrzało wlewając we wszystkich energię do życia i działania. Cały dzisiejszy dzień spędziliśmy w Pothia lub Kalimnos, jak kto woli. Miasteczko otacza port i wspina się na pobliskie wzgórza. Niska zabudowa, pastelowe kolory, tradycyjne wykończenia w malowanym drewnie, mnóstwo zieleni i kwiatów, palmy – to wszystko bardzo odpowiada wizerunkowi Grecji,jaką uwielbiamy.

pothia

Pothia w pełnym słońcu

Kalimnos jest niewielką wysepką, choć czwartą po Rodos, Karpathos i Kos w archipelagu Dodekanezu. Podobnie jak one jest górzysta, pozbawiona roślinności, poprzecinana głębokimi wąwozami, których skaliste zbocza opadają wprost do morza. Liczy zaledwie 18 tysięcy mieszkańców, którzy od starożytności zajmowali się połowami naturalnych gąbek. Ciekawostką jest, że wyspa jest ważnym terenem wspinaczkowym oferującym ponad 1000 dróg o zróżnicowanych trudnościach. Akurat dzisiaj odbywały się tu zawody wspinaczkowe, ale niestety po drugiej stronie wyspy…  Gdy Balaou w słońcu wysychał z porannej rosy,  my ruszyliśmy w miasto.

jacht

Balaou też lubi wygrzewać sie na słońcu 🙂

Zaraz przy kei jest mnóstwo kafejek, które prześcigają się w pomysłach na wystrój. O tej porze roku nie ma jednak wielu chętnych na mrożoną kawę.

kafejak

Menu z mrożonego przyjdzie zmienić na gorące

A tuż przy jednej z kafejek, na kamieniach zalewanych przez fale, siedział sobie Grek słusznej budowy ciała i chlastał czymś po kamieniu, potem płukał w morzu, i znowu chlastał, i znowu płukał… Dopiero z bliska można było zidentyfikować, że to coś wyglądające jak szmata, to… dwie ośmiorniczki.

osmiornice

Podobno pośmiertnie zmasakrowane ośmiornice smakują lepiej 😛

Idąc dalej nabrzeżem spotkaliśmy starszego, elegancko ubranego pana, który w rzeczy samej nie wyglądał na rybaka, choć rezydował na kutrze. Ten kontrast był tak intrygujący, że zasłużył na fotkę.

Grek

Prawdziwy elegant

Ale na tym się nie skończyło. Starszy pan zafrapowany tym, że jest w obiektywie zapraszał nas kolejno do wspólnego zdjęcia. Opowiadał przy tym, że on i ten kuterek tworzą zgrany team już od 1983 roku, czyli równo 30 lat. On nie znał ani słowa po angielsku, a my po grecku, ale napisał cyfry palcem na otwartej dłoni, pokazując z dumą na swoje byłe narzędzie pracy, a teraz miejsce odpoczynku na emeryturze.

portret

Fotka do albumu

Gdy my penetrowaliśmy nabrzeże,  druga część załogi penetrowała pobliskie góry. Teleobiektyw ledwie zdołał zdjąć dziewczyny z tej odległości, a raczej wysokości. Zdobyły kapliczkę na stromym wzniesieniu szybciej, niż my przeszliśmy 300 metrów na skraj portu.

kaplica

Hej! Wy tam na dole!

Właściwie to przy okazji spaceru chcieliśmy załatwić małą naprawę u żaglomistrza, gdyby taki był w mieście. Pytając w sklepikach i barach byliśmy odsyłani od jednego miejsca do drugiego, a przemieszczając się poza szlakiem turystycznym zwróciliśmy uwagę na zupełnie inny aspekt życia w tym miejscu. Nawet na dalekich wysepkach, raczej stroniących od wielkiej polityki, pojawiło się niezadowolenie społeczne z polityki Grecji, naświetlane głównie przez partie socjalistyczne.

plakat

Rebus raczej nie jest trudny do odczytania 😉

Klucząc wąskim uliczkami, gdzie pranie wiszące na balkonach targało nam fryzury, dotarliśmy wreszcie do przybytku, który na pierwszy rzut oka wyglądał, jakby miał cokolwiek wspólnego z żeglarstwem. Kapitan od razu przeszedł do rzeczy, że chcemy naprawić genuę i szukamy żaglomistrza.

ziemek

Sklep z linami

Ale odpowiedzi nie uzyskaliśmy tak szybko. Bardzo szarmancki pan, powiedzmy dawno po czterdziestce, wziął sobie za punkt honoru, żeby wygrzebać nam tego żaglomistrza choćby spod ziemi. Przy czym nie mówił po angielsku, tylko po grecku lub włosku. No więc łamaną włoszczyzną wyłuskaliśmy mu nasz problem, a on wykonał w tej sprawie sześć telefonów i znalazł kogoś po fachu. Niestety ta osoba szyła żagle, ale nie naprawiała… Najciekawsze jednak były nasze rozmowy między telefonami. A wszystko sprowokowały najróżniejsze dyplomy, pamiątki, stare zdjęcia wiszące za plecami dziadka. Zapytany o nie, ochoczo opowiedział, jak to założył w tym mieście spółdzielnię rybacką i otrzymał od miasta wiele odznaczeń za działalność na rzecz tutejszej społeczności. Opowiadał, jak wypływali na wiele miesięcy łowić ryby w okolicach Sardynii, Korsyki i Sycylii.

kuter

Młode lata na kutrze

Gdy wspomniał o Sycylii, od razu zapaliły się nam oczy, bo właśnie tam chcemy dopłynąć przed końcem roku. Zapytany jednak o warunki pływania tam w grudniu, spojrzał na nas nie kryjąc zdziwienia i po chwili z prawdziwie włoską gestykulacją rozpoczął swoją niemiłosiernie długą argumentację, dlaczego nie powinniśmy tam płynąć. W skrócie można powiedzieć, że przecież w Grecji, tutaj na Kalimnos, jest wszystko, czego potrzebujemy i nie ma żadnej potrzeby płynąć kilkaset mil w poszukiwaniu tego samego. Trudno się z nim nie zgodzić, bo byliśmy już na Sycylii i jesteśmy w Grecji, i to fakt, że na Sycylii nie ma niczego więcej, ale… my po prostu nie możemy usiedzieć na miejscu 🙂

dziadek

A po jakiego czorta chcecie płynąć na Sycylię ???

Spacerując w miejscowości Pothia, głównym mieście i porcie Kalimnos, co krok znajdujemy ślady świadczące o tym, że jest to miasto poławiaczy gąbek. Zarówno w porcie, jak i na przyległych uliczkach, pełno jest straganów i sklepików, gdzie można kupić naturalne gąbki. Czasem zdarza się, że sprzedażą gąbek zajmują się starsi mężczyźni o kulach. Są to dawni poławiacze gąbek, a kule to smutna pamiątka po wykonywanym niegdyś zawodzie. Intensywne nurkowanie na bezdechu lub nieprawidłowe nurkowanie ze sprzętem do długiego przebywania pod wodą w wielu wypadkach kończyło się powikłaniami wynikającymi z niedokrwienia kończyn. Dziś dawni bohaterowie podwodnych połowów zarabiają na swoje utrzymanie sprzedając gąbki. Chętnie wdają się przy tym w rozmowę z turystami i z satysfakcją opowiadają im o swoich podmorskich przygodach.

nurek1

Strój nurka ze specjalnym koszem na gąbki

Już w starożytności, aby wydłużyć czas pobytu nurka pod wodą, konstruowano prymitywne dzwony nurkowe oraz „węże do oddychania”. Jednak prawdziwego przełomu w nurkowaniu dokonało skonstruowanie na przełomie XVIII i XIX wieku hełmu nurka, który umożliwiał długotrwałe przebywanie pod wodą.Udoskonalone konstrukcje tego typu urządzeń doprowadziły do zbudowania i wykorzystywania w praktyce aparatury składającej się z kombinezonu, hełmu z brązu, połączonego gumową rurą z ręczną pompą, którą tłoczono powietrze.W latach pięćdziesiątych XX wieku ciężki i niewygodny sprzęt do nurkowania zastąpiły lżejsze i nowocześniejsze akwalungi.

nurek2

Strój nurka z lat 50tych

W miejscowych sklepach i tawernach pełno jest pamiątek po poławiaczach gąbek. Są to elementy wyposażenia łodzi, osprzętu do nurkowania, zdjęć najsłynniejszych w okolicy nurków czy okazy wyjątkowo dużych gąbek.

maszyna

Pompa dostarczająca powietrze nurkowi

Naturalne morskie gąbki stosowane są do oczyszczania ludzkiej skóry od ponad 2000 lat. Gąbka morska, wbrew temu, co się powszechnie sądzi, jest zwierzęciem, a nie rośliną. W łańcuchu ewolucyjnym należy do pierwszych wielokomórkowych stworzeń powstałych na Ziemi. Chociaż morzach i oceanach świata żyje ponad 5000 różnych gatunków gąbek, to tylko kilkanaście z nich jest wykorzystywanych przez ludzi. Od starożytności były one uważane za bardzo cenny atrybut kąpieli. Znajdowały one również inne zastosowanie. Rzymianie gąbkami z gatunku nazywanego potocznie „ucho słoniowe”, których najokazalsze egzemplarze osiągały metr średnicy, wyściełali wnętrza niewygodnych zbroi.
Dziś naturalna gąbka, może nie w takim stopniu jak kiedyś, ale ciągle ma charakter luksusowego produktu kosmetycznego. Używa się ich do pielęgnacji ciała, gdyż dają skórze uczucie delikatności, gładkości jedwabiu, pomagają usunąć martwe komórki i poprawiają krążenie krwi. Stosuje się je także do czyszczenia gładkich powierzchni przy restauracji zabytków, do delikatnej obróbki ceramiki, porcelany, skóry i drewna oraz w medycynie i laboratoriach. W ostatnich latach znowu naturalne gąbki uznawane są za lepsze, i bardziej cenione niż ich syntetyczne odpowiedniki, przez co też mają wyższą cenę. Ale stanowią doskonałą pamiątkę turystyczną.

gabki

Brunatna gąbka „przed” i złociutka „po” wszystkiemu

Wielowiekowa tradycja na Kalimnos każe, aby wszyscy mieszkańcy wyspy przed Wielkanocą, podczas tzw. Iprogros, hucznie pożegnali poławiaczy, którzy zaraz po Świętach wypłyną wielką flotą 40-50 kutrów na 5-6 miesięcy w morze. Przez tydzień spędza się czas na wspólnym biesiadowaniu, jedzeniu specjałów kulinarnych, piciu znakomitych greckich win, śpiewie i tańcach. Poławiacze gąbek zawsze mieli status bohaterów. Byli mężni, odważni, ryzykowali życiem i przywozili cenne trofea ze swoich wypraw. Uroczystości pożegnalne wynikały z faktu, że dla wielu śmiałków podwodnego nurkowania były to ostatnie w życiu dni spędzone w gronie najbliższych. Niegdyś podczas tej niebezpiecznej pracy często zdarzały się przypadki utonięć w morskich głębinach. Nigdy nie było pewności, czy żegnani poławiacze wrócą z morza do domu. Równie hucznie jak żegnano, pół roku później świętowano ich szczęśliwe powroty do domu. W miejscowych tawernach oraz na ulicach miasteczek i wiosek przez tydzień ponownie wspólnie bawiono się przy suto zastawionych stołach. Śpiewano, tańczono, a wino lało się strumieniami.
Poławiacze gąbek to zawód występujący w wielu miejscach na świecie w obrębie ciepłych mórz. W Europie profesja ta wykonywana była przez mieszkańców nadmorskich i wyspiarskich rejonów Morza Śródziemnego. Wśród nich największą sławę zyskali właśnie poławiacze z wyspy Kalimnos, która jest jednym z ostatnich miejsc w Europie, gdzie nadal uprawia się ten zawód. Przez wieki fachem tym trudnili się prawie wszyscy młodzi mieszkańcy wyspy. Zajęcie to było na tyle intratne, że wielu kapitanów łodzi dzięki połowom gąbek dorobiło się niemałych fortun. Z portów w Pothii, Vathi, Kandouni, Mirties, Emborio wypływały liczne łodzie i kierowały się na łowiska w pobliżu okolicznych greckich wysp. Z czasem, gdy zaczynało brakować surowca, wypływano na bardziej odległe łowiska. Poławiacze schodzili na głębokość 30 – 80 m. Aby zejść głębiej, nurkowie przywiązywali sobie do pasa kamienie. W trakcie jednego zanurzenia, wstrzymując oddech, byli w stanie odciąć od skał ledwie 2-3 gąbki.

sklep

Do wyboru do koloru

Z czasem dostępne kolonie gąbek zaczęły się zmniejszać. Wpływ na to miało coraz powszechniejsze wykorzystywanie przez poławiaczy sprzętu do nurkowania. Na dodatek w 1986 r. wystąpiły choroby kolonii gąbek związane z rosnącym zanieczyszczeniem Morza Śródziemnego, które znacząco zniszczyły ich zasoby. Gdy zaczęło brakować surowca, poławiacze ruszali na bardziej odległe łowiska u północno-wschodnich wybrzeży Afryki, najczęściej Tunezji i Libii, gdzie znajdują się nie eksploatowane do tej pory kolonie gąbek. Znaczna część gąbek trafiających do sprzedaży pochodzi nawet  z Karaibów i krajów azjatyckich, skąd są sprowadzane w stanie naturalnym, a dopiero na wyspie poddawane obróbce.
Mimo że gąbek w Morzu Egejskim jest coraz mniej, a na połów gąbek wypływa jedynie kilka łodzi, to tradycje poławiaczy w dalszym ciągu są kultywowane. Poławiaczy wprawdzie jest coraz mniej, ale miejscowa ludność ciągle utrzymuje się z przetwarzania i handlu gąbkami.

boksy

Co regał, to piękniejsze aranżacje

W boksach wypełniających przestrzeń od podłogi po sufit znajdują się gąbki, posortowane według rodzaju i wielkości. Na półkach eksponowane są również inne skarby mórz przygotowane na sprzedaż np. wysuszone rozgwiazdy i wspaniałe okazy muszli, często wyjątkowo dużej wielkości.
Zawód poławiacza gąbek to tradycja przekazywana w męskiej części rodziny z pokolenia na pokolenie. Dlatego na ścianach wiszą zdjęcia ojców i dziadków, którzy przed laty wykonywali ten trudny i niebezpieczny zawód. W dobrze widocznych miejscach znajdują się także elementy wyposażenia rodzinnych łodzi oraz ekwipunek nurków. Na ścianach wiszą również wzorniki z okrągłymi otworami różnej wielkości, według których wyprawione gąbki przycinane są na odpowiedni wymiar. Największym zbytem cieszą się te o średnicy 12-13 cm lub 6-7 cm. W pomieszczeniach w głębi przetwórni złowione gąbki poddawane są dwuetapowej obróbce. Właściciele przetwórni chętnie pokazują i opowiadają turystom o procesie przygotowywania gąbek do sprzedaży.

kobieta

Czasem opowiadanie bardziej zajmuje sprzedawców niż sprzedaż gąbek

Wstępna obróbka odbywa się jeszcze na łodzi. Złowione gąbki rozkłada się na pokładzie i depcze się po nich, aby pozbyć się zbędnej materii organicznej. Następnie są nawlekane na sznurek i płukane w morzu. W przetwórni gąbki poddaje się dalszemu procesowi oczyszczania i wybielania, aby osiągnąć złoto-żółty kolor. Po raz kolejny płucze się je i suszy, a na końcu przycina, aby nadać im ostateczny kształt i wielkość – mówi Kostas, właściciel jednej z przetwórni gąbek. Dowiedzieliśmy się też, że w Pothii jest jedyna w Grecji państwowa szkoła poławiaczy gąbek.

kostas

Kostas przekonywał mnie, że taka naturalna gąbka dobrze mi zrobi 😉

Przed laty na Kalimnos zainicjowano Międzynarodowy Festiwal Nurkowania. Jego ideą jest popularyzowanie wśród turystów tradycji i umiejętności miejscowych poławiaczy gąbek. Odbywa się on na przełomie sierpnia i września. W tym czasie organizowane są bezpłatne lekcje i pokazy nurkowania, projekcje filmów, tematyczne wycieczki po wyspie, występy folklorystyczne i wspaniałe greckie biesiady. Niestety spóźniliśmy się o miesiąc na tę imprezę… Ale jesteśmy w sam czas na spokojne zwiedzenie stolicy Kalimnos 🙂

1

Gdy nie ma tłumu ludzi, można w końcu zobaczyć wystrój kafejek

2

Jeszcze nie strawiliśmy śniadania, a tablice z menu na każdym kroku znowu kuszą

3

Zaułki Pothii

4

Tylu kuterków w jednym miejscu jeszcze nigdzie nie wiedzieliśmy

5

Drewniane gulety wskazują na bliskość Turcji

W czasie kilkugodzinnej wycieczki zrobiło się niezwykle tłoczno w naszym zacisznym porcie. Gdy wczoraj cumowaliśmy, stało tu tylko kilka jachtów, a teraz nie było ani jednego wolnego miejsca. Niektóre z jachtów musiały wręcz odpłynąć z kwitkiem…

port

No vacancy

Fascynujące było to podglądanie codziennego życia na wyspie i słuchanie o kolejach losów mieszkańców. A podsumowując dzisiejszą wyprawę wyjęliśmy nasze trofea na stół – lampę ze sklepu z linami i gąbkę z najprawdziwszej wytwórni gąbek 🙂

DSC_5087

Lampa w sam raz na wieczory na decku

gąbka1

Złota gąbka – wartość 10 ?

DSC_5090

Złota gąbka jako członek załogi – bezcenna 🙂

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

One Response

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login