Najtrudniej jest… zwolnić tempo.

Październik 2nd, 2013 | Posted by carinho in Kulinaria | Miejsca | Rejsy

1.10.2013r.                                                                              36°36,95’N 027°51,70’E  

Najtrudniej jest… zwolnić tempo.

Nie spieszyliśmy się dzisiaj z opuszczeniem mariny w Rodos. Do wyspy Simi, gdzie się właśnie wybieraliśmy jest na tyle blisko, że wystarczy wypłynąć w południe, by dotrzeć tam przed zachodem słońca. Nawet w taką bezwietrzną pogodę, jak dzisiaj.

marina_balaou

Woda jak lustro

A do śniadanka, gdy mamy dostęp do prądu, musi być kawka z ekspresiku, a nie jakaś tam rozpuszczalna. Są różne preferencje co do ilości mleka, co do słodzenia, ale nikt nie kwestionuje jednego – napar ze świeżutko zmielonych ziaren 100%-owej arabiki ma niebiański smak i magiczną moc 🙂

DSC_4646

Mniam…

Żeglując w Grecji przyzwyczailiśmy się do innego, niż w pozostałych krajach Europy, standardu infrastruktury portowej. Do tego, że nie ma sanitariatów i nadzwyczaj często nie ma możliwości podłączenia się do sieci wodociągowej ani elektrycznej, przyzwyczailiśmy się już po dwóch tygodniach. Nauczyliśmy się tak planować nasze postoje w zatokach i portach, żeby zawsze mieć zapas wody i naładowane akumulatory. A ponieważ na Balaou są dwie łazienki, to sanitariaty portowe też nie są nam aż tak potrzebne. Ale najtrudniej było nauczyć się tego niespiesznego podejścia do życia. To nam zajęło dwa miesiące. Ale już nie zrywamy się skoro świt, nie gnamy na wyścigi do kolejnego portu lub zatoki, żeby zdążyć przed wszystkimi, żeby mieć to najlepsze miejsce na kąpiel. Aż szkoda nam czasem żeglarzy, którzy wynajmując jacht na tygodniowy rejs urządzają istny wyścig szczurów, nie mając czasu na to by po prostu kontemplować klimat Grecji, tego cudownego miejsca na Ziemi, jakby oderwanego od reszty czasoprzestrzeni.
W samo południe MarYan zawarczał i oddaliśmy cumy. Środek tygodnia jest zwykle bardzo spokojny w marinie Mandraki, bo nie ma wymian załóg w czarterach. Nawet jeden jacht nie poruszał się w zasięgu wzroku. Tylko Balaou mrucząc wypływał na małą przebieżkę na Simi.

marina_wyjazd

Znajomy jelonek, a właściwie łania rodowska, znów mówi nam „do zobaczenia!”

Tuż za główkami portu, przy największej plaży w Rodos, rzucił sobie kotwicę znany jacht motorowy Flying Fox. Jest znany, choć pływa dopiero od roku, bo jest niestandardowy zarówno w konstrukcji jak i wyposażeniu. Długi na 241.14 stóp, czyli ponad 73 metry, tankuje na raz 180 tys.litrów paliwa i 43 tys.litrów wody! Jego prędkość przelotowa nie jest jakaś nadzwyczajna, bo 12 węzłów, ale jego cena 75 mln euro – jak najbardziej jest 😉 Nam najbardziej spodobał się sprytnie pomyślany „luk bagażowy” na łódkę.

Flying_Fox

Bagaże podręczne prosimy na pokład, a pontony do luku 😉

Symi leży na północny-zachód i 25 mil od Rodos, a od wybrzeży Turcji tylko 6 mil. Nawet bez wiatru dopłynęlibyśmy tam w 4,5 godziny. Ale wiaterek zrobił miłą niespodziankę i ledwie ominęliśmy płycizny przy Rodos, a już można było postawić genuę. Morze po bezwietrznej nocy było ledwie pomarszczone, żadnych hamujących czy kołyszących fal. Idealnie 🙂

1

Obiektyw fish eye zabawnie wygina horyzont

2

🙂

3

Prosto w słońce…

4

🙂

5

Tralala… 🙂

Skomplikowana linia brzegowa Simi tworzy głęboko wcięte zatoki i liczne półwyspy, a gdzieniegdzie można wypatrzeć niewielkie, zazwyczaj kamieniste lub żwirowe plaże. W efekcie wyspa wydaje się niezamieszkana – niewielkie porty i małe osady kryją się zazwyczaj w głębi zatok, osłonięte skałami.

wybrzeże

Pozory mylą…

Wybrzeże jednak nie jest takie bezludne. Od czasu do czasu blisko skał przesuwały się małe kuterki, ledwo widoczne z daleka, ale nie dla teleobiektywu.

kuterek

To nie obfity połów podtapia ten kuterek, ale słusznych rozmiarów „syrenka” siedząca na rufie 😉

Wszystkie te łódeczki zmierzały oczywiście do swoich kryjówek w poszarpanym, skalistym brzegu wyspy. Zatoka, do której my zmierzaliśmy, jest aż na milę (1,85 km) wcięta w ląd. Praktycznie wpływając do niej nie było widać końca. Dopiero w połowie drogi okazało się, że nie jest to miejsce odludne. Nie tylko były tam inne jachty, ale też mała wioska rybacka Pethi.

kotwicowisko

Prawie wszystkie miejsca zajęte…

W bezpiecznej odległości od brzegu wartości na głębokościomierzu nie spadały poniżej 12 metrów. Głęboko… Ale przynajmniej piaszczyste dno powinno dobrze trzymać kotwicę. A to jest niezwykle istotne dzisiejszej nocy, gdy według prognozy można się spodziewać wiatru dochodzącego do 30 węzłów.

kotwica

Macanie dna sondą w poszukiwaniu płytszego miejsca

Po krótkim krążeniu po zatoce udało nam się wytropić sondą trochę płytszy rejon, 8 metrów głębokości, i wyrzuciwszy ze 30 metrów łańcucha można było z ulgą zakomunikować „Tak stoimy”.

kotwica1

Mieliśmy farta 🙂

Jak na tak zatłoczone kotwicowisko, i tak udało nam się świetnie ulokować na tę bardzo wietrzną noc. Wioska, na którą składało się może ze dwadzieścia domków w pastelowych kolorach, sprawiała, że duża zatoka otoczona surowymi, wypalonymi słońcem górami, wyglądała ciepło i przyjaźnie.

wioska1

Pethi dodała uroku tej zatoce

My dopiero przypłynęliśmy, a miejscowi rybacy jeden po drugim uruchamiali swoje kolorowe kuterki i wypływali na nocny połów. „Flota” rybacka, stacjonująca niemal pod drzwiami swoich domów, przerzedzała się z minuty na minutę…

wioska

Co drugi kuterek już jest na morzu…

Słońce jeszcze przygrzewało intensywnie, a spokojna woda w zatoce była ciepła mimo znacznej głębokości. Zamiast robić desant na brzeg, jak to zrobiło większość załóg sąsiadujących z nami jachtów, wyciągnęliśmy spod pokładu nasz super-materac i turbo-płetwy. Wiadomo po co 🙂

sucho

Hmmm… może uda się jakoś „suchą nogą” wejść na ten materacyk 😉

Na wygłupy w wodzie zawsze jest dobra pora, ale najlepsza chyba na koniec upalnego dnia.

zabawa

To ja całe życie nieprawidłowo pływałem na materacu ?

Przyjemnie jest schłodzić się i wybawić w ciepłej wodzie… w październiku. Szkoda tylko, że słońce zachodzi zbyt szybko, o 19tej jest już mrok. Jakby nie patrzeć, to już jesień… Zajadając kolację pod gwiazdami docenialiśmy to przyjemne ciepło, które mimo października w kalendarzu nadal umila wieczory.

DSC_4611

Już niedługo zatęsknimy za ciepłymi wieczorami…

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

One Response



Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login