Z Grecji na Wyspy Kanaryjskie – etap pierwszy

Listopad 30th, 2016 | Posted by carinho in Jacht | LifeStyle | Miejsca | Rejsy | urlop | wakacje

22-27.11.2016 r.

Wahaliśmy się, czy najbliższą zimę spędzić w Grecji na Salaminie czy w Platarii, czy też wybrać się w długą podróż na Wyspy Kanaryjskie, ok. 2500 Mil… Wahanie wynikało ze świadomości, że droga jest daleka, pogoda na Morzu Śródziemnym o tej porze jest bardzo zmienna i często gwałtowna, a załoga będzie tylko dwuosobowa… Jednak zdecydowaliśmy się na ten trud z dwóch powodów: po pierwsze jakoś nie napływaliśmy się w tym roku, a po drugie  zima na Kanarach jest wspaniała… 🙂  Zatęskniliśmy za nimi po 4 latach… 🙂 .

dsc_0001

Balaou gotowy do drogi 🙂 .

dsc_0002

Obijamy od kei…

dsc_0003

… i zmierzamy w stronę główek portu 🙂 .

dsc_0004

Ta mina mówi wszystko – przygoda się zaczyna 🙂 .

dsc_0008

Po 120 Milach pierwszy postój – Elafonisos na południowo-wschodnim krańcu Peloponezu 🙂 .

dsc_0010

Elafonisos to przepiękne miejsce i dla turystów, i dla żeglarzy 🙂 Plaże z wydmami, płyciutkie zatoki i niemal zero cywilizacji… Istny raj na ziemi 🙂 .

dsc_0011

Jak zrobić motyla z genuy i solenta 🙂 .

dsc_0016

Na Elafonisos staliśmy jeden cały dzień napawając się urokami Grecji przed jej opuszczeniem i …. czekając na lepszy wiatr. Gdy ruszyliśmy w stronę Sycylii – 400 Mil, pogoda była po prostu wymarzona… 🙂 .

dsc_0018

Ale po południu zaczęły się zbierać chmury od zachodu… Tutaj niedługo miniemy półwysep Mani na Peloponezie, a w dali widać przymglony półwysep Mesyński i to już jest granica Grecji 🙂 .

dsc_0020

Od dziś przez kilka tygodni Balaou będzie płynął na zachód… a to pierwszy z zachodów słońca na tej drodze 🙂 .

dsc_0021

Pierwsza nocka na Morzu Jońskim za nami. Zbierają się grube chmury dookoła, a od czasu do czasu błyskają w oddali pioruny… Chyba burze nas nie ominą, są wszędzie gdzie nie spojrzeć na horyzont… Ale Kapitana poczucie humoru nie opuszcza 😉 .

dsc_0022

Tu właśnie, na środku Morza Jońskiego, gdzie nie ma dokąd uciec, okrążyły nas burze 😛 . Ale nie tylko nas – to bardzo uczęszczany szlak statków handlowych (zielone i żółte strzałki). Balaou jest w centrum czerwonych pierścieni (które oznaczają zasięg 5 Mil każda)

dsc_0023

Nie czekaliśmy długo na nadejście nawałnicy… Po krótkiej ciszy wiatr zmienił się z południowego na północny i dopadł nas silny wiatr burzowy (45-50 węzłów) z częstymi, równie silnymi opadami… 😛 .

dsc_0026

Trudno było ocenić , kiedy skończy się ta nawałnica, bo wszędzie dookoła na horyzoncie było aż ciemno mimo 9tej rano, chmury świeciły się jak neony i pioruny biły co chwila bliżej i dalej… jakby kilka burz zeszło się razem… 😛 .

dsc_0028

A po 4 godzinach wyszło słońce… jak gdyby nigdy nic… 🙂 .

dsc_0030

I wrócił ciepły wiatr z południa 🙂 .

dsc_0031

Jednak przez noc ciepłe powietrze z południa zetknąwszy się z zimnym na północy Morza Jońskiego znów wygenerowało potężne chmury burzowe… Czekał nas kolejny waleczny poranek… Słońce nie miało szans przebić się przez bałwany chmur… A my patrząc na błyski w oddali przygotowywaliśmy się na powtórkę z burzy… 😛 .

dsc_0032

Jednak udało nam się umknąć kolejnej burzy, choć długo płynęliśmy dosłownie na granicy chmur… 😛 Ale o północy przydarzyło się coś zupełnie zaskakującego… Mimo że burza nas nie dopadła i wiatr był słaby, nawet przez kilka godzin trzeba było jechać na silniku – zerwała się genua z mocowania na fale… nie wiadomo co się stało, ale prawdopodobnie szekla puściła… W każdym razie żagiel podczas jazdy na silniku wpadł do wody i zaczął tonąć, bo waży ok. 60 kg, trzymał się tylko na szotach. Niestety wpadł pod jacht i ubrudził się czarnym antyfulingiem (farbą antyporostową pod linią wody)… Szczęście, że kapitan natychmiast wyłączył silnik i jakoś udało mu się samemu wciągnąć żagiel na pokład… A stres był o tyle duży, że szły na nas kolejne chmury burzowe…

dsc_0040

Tak wyglądał ekran nawigacji jakieś 30 Mil od brzegów Sycylii – a jak wyglądały nasze uśmiechy nie trzeba nawet dokumentować 🙂 .

dsc_0041

Ten płaski, szary pasek pod chmurami, między morzem a niebem, to Sycylia, nareszcie 🙂 .

dsc_0044

Czas wciągnąć włoską banderkę 🙂 .

dsc_0045

Do pierwszego cypla południowo-wschodniej Sycylii (Porto Palo) dopłynęliśmy przed zachodem słońca 🙂 .

dsc_0048

Wpływamy na kotwicowisko przy Porto Palo, ten zachód słońca obejrzymy już na postoju 🙂 .

dsc_0049

Jeszcze pół Mili do falochronu…. Jakiż to miły widok… 🙂 .

dsc_0055

Porto Palo to kotwicowisko i port zbudowane właściwie dla kutrów, ale nie będziemy nikomu zawadzać 🙂 .

dsc_0057

Świt w Porto Palo 🙂 .

dsc_0059

Nasz sąsiad, oprócz kilkunastu kutrów 😉 .

dsc_0060

Sąsiad zaskoczył nas swoją… psią załogą 🙂 Trzy duże i jeden mały psiak wsiadły na ponton ze swoim panem i popłynęły na brzeg, pewnie na poranny spacer 🙂 . Jednak nie miały dość cierpliwości i w połowie drogi jeden za drugim powyskakiwały z pontonu i popłynęły na brzeg same, po czym… ruszyły w dziki sprint po plaży 🙂 .

dsc_0080

Dzień się budzi na kotwicowisku, połowa kutrów już wypłynęła w morze… 🙂 .

dsc_0082

Dzień spędziliśmy w Porto Palo, bo dziś wg GRIBa wiatr nie byłby po naszej stronie – najpierw słabe podmuchy w twarz przez 20 Mil, a potem zero wiatru przez następne 45 Mil… Ale brak wiatru przynajmniej pozwolił wciągnąć genuę z powrotem na maszt… 🙂 .

dsc_0085

Czy to dramatyczne niebo o zachodzie słońca zapowiada wiatr na jutro?

dsc_0086

Ranek znów pełen znaków zapytania… Czy te chmury oznaczają kolejne burze???

dsc_0087

Póki co płyniemy do Licaty – 65 Mil od Porto Palo, słońce wciąż jest nad nami, wiatr jest sprzyjający, ale ta pogoda może się zmienić w 15 minut… 😛 .

dsc_0089

Północny wiatr pięknie wypełnia sponiewieraną dwie noce temu genuę… W Licacie czeka nas jej mycie i przegląd… 😛 .

dsc_0090

A tymczasem znad wyspy nadciąga szeroka, czarna smuga chmur z wysoką białą chmurą z przodu… wiadomo co to oznacza… 😛 .

dsc_0093

I znów burza szła tuż za rufą Balaou… 🙂 .

dsc_0094

Ale wyglądało to dość stresująco… czarne morze pod chmurą z gęstymi białymi grzywkami od szkwałów… 😛 .

dsc_0097

Nawet, gdy chmura burzowa przeszła bokiem, silny wiatr pozostał – na szczęście nadal z rufy, więc nie był uciążliwy 🙂 .

dsc_0099

Cypel z pięknym miastem Punta Secca i piękną latarnią – wschodni kraniec zatoki, a po zachodniej stronie leży nasz cel – marina Licata 🙂 .

dsc_0103

Do Licaty dopłynęliśmy o 20tej, ale nie wchodziliśmy do mariny po ciemku, zwłaszcza że wiatr wciąż był duży. Przenocowaliśmy na kotwicy w sąsiednim basenie portowym 🙂 .

dsc_0104

To basen dla kutrów i strefy technicznej, ale jest tam miejsce, by rzucić kotwicę. A z tego miejsca widać naszą marinę i latarnię, na którą wczoraj cały wieczór płynęliśmy 🙂 .

dsc_0106

Już zapomnieliśmy tę okolicę… a przecież 3 lata temu też staliśmy tu na kotwicy… 🙂 .

dsc_0114

O 9tej, gdy już obsługa mariny jest do dyspozycji, ruszyliśmy do naszego docelowego miejsca postojowego 🙂 .

dsc_0116

Co za widok… tak miły oczom i tak bliski sercu… Balaou zimował tu 5 miesięcy w 2014 r., a my zwiedziliśmy wówczas calutką Sycylię… 🙂 .

dsc_0118

Czekamy na marinero, który za chwilę przypłynie do nas pontonem i wskaże miejsce dla Balaou 🙂 .

dsc_0122

Balaou dzielnie sprostał burzom na Morzu Jońskim i teraz czeka go zasłużone pucowanie, odświeżanie genuy, zmiana mocowania genuy na atestowane, a nas czeka duuużo prania zasolonych ubrań 😛 .

Dziękujemy Bogu za to, że z tych wielu burz tylko jedna nas dopadła, że udało się dotrzeć do końca pierwszego etapu drogi na Kanary bez większych szkód i że wciąż mamy zapał do dalszej podróży… Za kilka dni ruszamy dalej, na Sardynię 🙂 .

Zagadkowe południe Sycylii

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login