745 Mil z Kanarów do Gibraltaru

Maj 26th, 2017 | Posted by carinho in Jacht | Kulturka | LifeStyle | Miejsca | Rejsy | urlop | wakacje

20-26.05.2017 r.                                                                           

Zwlekaliśmy ile się dało… Ale jeśli chcemy żeglować latem w Grecji to najwyższy czas zacząć wracać 😉 Przez ostatnie dni wypatrywaliśmy dobrego momentu, wreszcie decyzja zapadła – w sobotę 20.maja ruszamy! Szacujemy, że co najmniej miesiąc potrzebujemy na dotarcie do Aten, biorąc pod uwagę konieczność kilku przystanków i niespodzianki pogodowe. Na szczęście na najtrudniejszym odcinku od Kanarów do Balearów będziemy mieć wsparcie w młodym i dobrym już żeglarzu – Michale 😀 .

Grafik dla 3-osobowej załogi ułożył kapitan Jarek – specjalista w tych klockach 😉 .

20.maja, godz. 11:05 – załoga MAJ (Michał Aneta Jarek) gotowa do wypłynięcia 😀

20.maja, godz.11:19 – zgłaszamy w kapitanacie opuszczenie mariny 🙂 .

Wstępne szacunki programu nawigacyjnego zapowiadają 177 godzin żeglugi… : P .

20.maja, godz.13:32 – na otarcie łez i piękne pożegnanie z Kanarami przypłynęły do nas delfiny plamiste 😀 .

20.maja, godz.14:48 – wspaniała pogoda na przeprawę! Wiatr nam sprzyja i niech tak zostanie 😀 .

20.maja, godz.15:46 – nastroje też dopisują, nikt na razie nie myśli o wachtach – wszyscy jesteśmy zbyt wypoczęci i zbyt podekscytowani, żeby trzymać się grafika 😉 Siedzimy w kokpicie i snujemy najróżniejsze opowieści – czy może być coś lepszego niż zgrana załoga na fajnym jachcie gdzieś na oceanie? 😀 .

Dobę później…

21.maja, godz. 14:47 – Druga doba już poukładała nas w systemie snu i wacht, ale i tak jest sporo czasu pomiędzy, można go spędzić tak jak się lubi 🙂 .

20.maja, godz.18:22 – Widzieliście kiedyś tak wysoko skaczące delfiny??? Stado kilkudziesięciu szalonych cudaków pływało wokoło Balaou skacząc jak w konkursie kto wyżej! Nieprawdopodobne wrażenia… i nie do opisania… Niełatwo zachwycić dorosłego człowieka tak, żeby biegał po pokładzie i krzyczał z radości jak dziecko, ale delfiny to potrafią… ;).

To jest delfin zwyczajny (lub pospolity), ale dla nas to są absolutnie NADzwyczajne zwierzaki – mają taką niezwykłą moc wywoływania uśmiechu i sprawiania radości, samym tylko pojawieniem się 😀 .

20.maja, godz.20:28 – Znów nie trzymamy się grafiku… 😛 Ale tak fajnie się gada i gada… 😉

23.maja, godz. 10:38 – Trochę ruchu z rana 😉 .

23.maja, godz.11:10 – jak nie ma za wiele wiatru, to próbuje się wszystkiego 😉 .

23.maja, godz.12:54 – ale wiatr pojawił się wkrótce z wystarczającą siłą – Balaou znów ruszył z kopyta 😉 .

24.maja, godz.10:12 – dziś z wiaterkiem trochę słabo, ale lepsze to niż totalna flauta albo jakiś sztorm – powoli, powoli, ale do celu 🙂 .

Jeszcze tylko 43 godziny do Gibraltaru 😀 .

25.maja, godz.16:59 – Albercik (takie otrzymał imię) dwa dni już z nami płynie… Pewnie obudził się na jakimś kontenerowcu i okazało się, że jest dziesiątki Mil od swojego domu, gdzieś na oceanie… Na pewno próbował wrócić na ląd, ale dla takiego maleństwa to nie lada wyzwanie… wiele tych ślicznych ptaszków ginie z wyczerpania w desperackich próbach powrotu… Ten miał szczęście – trafił na swojej drodze na Balaou i rozsądnie został. Dodatkowym fartem był nalot ciem (też nie wiadomo skąd się wzięły), które stały się jego pożywieniem. Każdego ranka i wieczorem Albercik z głośnym ćwierkaniem oblatuje Balaou kilka razy dookoła, tak dla małej gimnastyki, zjada 3-4 wielkie ćmy, a potem drzemie sobie na pokładzie albo czyści piórka i cierpliwie podróżuje dalej… 🙂 .

Jeszcze 28 Mil do Cieśniny Gibraltarskiej… Jesteśmy już naprawdę blisko celu 🙂 .

25.maja, godz.20:17 – tak, jak prognoza pogody obiecywała, pod koniec tripu do Gibraltaru mamy flautę… 😛 .

Ale flauta ta okazała się wybawieniem… Płynęliśmy jakieś 15 Mil od brzegów Maroka. Noc była bardzo spokojna, tafla wody gładka jak stół, światła na afrykańskim brzegu dodawały sił, że już naprawdę blisko… aż nie chciało się spać – rano powinniśmy już zacumować w Gibraltarze. Widzieliśmy nawet światła statków na rucie do Gibraltaru. Rozmawialiśmy sobie w kokpicie o przebytej drodze i o planach na kolejny odcinek, aż ok. 1:00 w nocy sielankę przerwał mrożący krew okrzyk kapitana: k…wa koraliki!!! Okrzyk ten przeszedł do historii… 😛 Jakimś cudem w tę bezksiężycową noc i mimo zagadania kapitan zauważył koraliki sieci dryfujących w wodzie… Dzięki Bogu, że woda była gładka, bez najmniejszej zmarszczki i te małe koraliki były widoczne (no i oczywiście dzięki kapitanowi za bystrości oka i refleks :P)…  Sieci takie są zabronione, a już na pewno 15 Mil od brzegu Maroka na podejściu do ruty! Cała wstecz i wyhamowaliśmy – sieci nie wkręciły się w śrubę, ale kil już zahaczył… Mała marokańska łódka z krzyczącymi ludźmi podpłynęła do nas usiłując coś zrobić, ratować swoje sieci i pomóc nam… Ale co mogli zrobić z 15-metrowym jachtem zaplątanym w sieć? Kapitan wpadł na pomysł, żeby zapasową kotwicą zatopić pływające koraliki tak, żeby cała sieć przeszła z powrotem pod kilem. Udało się… Powoli się wycofaliśmy, ale problem nie zniknął – rozejrzeliśmy się dookoła i wszędzie przed nami migały światełka oznaczające kolejne sieci, istny labirynt… Nie tylko my mieliśmy trudny orzech do zgryzienia – statki handlowe zmierzające na rutę wpadały w te zasieki, a tylko niektóre z nich mocno odbijały z podejściówki, żeby nie staranować tych głupich, biednych rybaków na zmurszałych łupinkach… To była jakaś masakra… Skąd te puste głowy wzięły pomysł, żeby daleko od własnych wód przybrzeżnych rozstawiać sieci i to w dodatku na podejściu do Gibraltaru… Nie wiemy jak często to się zdarza w tej okolicy, ale dla nas to były koszmarne 3 godziny pływania pomiędzy koralikami, z prędkością 2 węzłów i szperaczem na dziobie. W sumie dwa razy był alarm, żeby się cofnąć… Po takiej dozie stresu, już nikt nie czuł się senny do wschodu słońca 😛 .

26.maja, godz. 6:18 – ta noc była dla kapitana i dla nas bardziej wyczerpująca niż cała podróż przez Atlantyk… 😛 Dzięki zgranej akcji wyszliśmy cało z tego labiryntu sieci, choć były duże szanse na kłopoty 😉 . No i Albercik w tym zamieszaniu z koralikami odleciał… Może ocenił, że jest już tak blisko lądu, że da radę…

Bohaterka tej nocy – zapasowa kotwica 😉 .

26.maja, godz.7:18 – wschód słońca i ostatnia prosta do Gibraltaru 🙂 .

26.maja, godz.8:17 – Na ten widok czekaliśmy 6 dni 😀 .

26.maja, godz.8:20 – Powitanie w Zatoce Gibraltarskiej 🙂 .

26.maja, godz.9:47 – Wreszcie stoimy! 😀 .

Jeszcze tylko mała kosmetyka na cumach 😉 .

26.maja, godz.20:29 – Cudowny, spokojny wieczór… pierwszy od kilku dni, gdy nie buja i nie trzeba nastawiać budzika 😀

W sumie podróż zajęła nam 5 dni 22 godziny 30 minut, co nie jest najgorszym wynikiem biorąc pod uwagę dwa dni flauty 😉 Najważniejsze, że te 745 Mil pokonaliśmy cali, zdrowi i bez strat w sprzęcie, a rekordy zostawiamy innym 😉 .

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Login