Do Cartageny!

kwiecień 10th, 2013 | Posted by Domyślny dla witryny in Miejsca | Rejsy

07.04.2013 Do Cartageny!

Wczorajsze „z palcem w bucie”, „my nie przepłyniemy?” oraz „za tych co jutro na morzu zrobią 100 mil” ustąpiły dzisiaj miejsca mniej buńczucznym oświadczeniom. Było oczywiste, że plan wydał nam się teraz bardziej ambitny, niż był wczoraj. Crazy but not stupid pod warunkiem, że pogoda dopisze, a załoga nie będzie zalegała w betach. Wstyd się przyznać, ale w przeciwieństwie do pogody, nie dopisaliśmy zupełnie. Zaspaliśmy monumentalnie i zamiast oddać cumy o 06.00, co dawało pewne  szanse na dopłynięcie do celu przed północą, opuściliśmy Aguadulce o 10:30.

Aguadulce wyjscie

Słoneczna pogoda zachwyca, ale brak wiatru denerwuje. Lekkie podmuchy z SW są tak lekkie, że przepyrkujemy z MarYanem całą Zatokę Almeryjską. Opływamy Cabo de Gata, który wyznacza punkt, od którego będziemy trzymać kurs niezmiennie na NE. Aż do Balearów.

Cabo de Gata

Za cyplem podmuchy odrobinę się wzmagają, ale i tak prędkość wiatru nie przekracza 6-7 węzłów. Stawiamy żagle i odstawiamy silnik. Minęła 15:00, a my nie pokonaliśmy nawet jednej trzeciej dystansu do Cartageny. Balaou sunie niespiesznie po ospałym, oleistym morzu. Nastroje są minorowe. „No to nockę mamy z głowy…” – zaczął ktoś marudnie, ale przerwał i  pod wpływem myśli jaka go naszła, dokończył zupełnie innym tonem – „Może postawimy spinakera?!”. Pozostali drgnęli zaskoczeni – „Dobrze byłoby go trochę przewietrzyć, od grudnia leży w hundkoi”. Siła wiatru i obrany kurs pasują jak ulał. No to do roboty! Zaczynamy od rzeczy najprostszych czyli zamocowania osprzętu.

Trymlinki.

Trymlinki

Bloczki do brasów

Bloczki do brasow

Spinaker na pokład!

Spinaker na poklad

Skarpeta w górę

Skarpeta w gore

Zamocowanie bomu na fałach i założenie brasów

Bom i brasy

Wszystko gotowe? Jeszcze bras nawietrzny trzeba wybrać tak, żeby bom nie opierał się o sztag. Ostatnie sprawdzenie, czy coś się gdzieś nie splątało… Spinaker staw!

Spinaker staw

To najpiękniejszy żagiel jaki znam, no może za wyjątkiem topsla wspinającego się nad gaflem grota. Swoją drogą i topsel, i spinaker mają jedną cechę wspólną: oba są żaglami z lekkiego materiału przeznaczonymi do słabszych wiatrów. Spi wymaga niemało wysiłku, ale za to widok ponad 150 metrów kwadratowych wypełniających się wiatrem po prostu zapiera dech w piersiach.

Spinaker postawiony

Tymczasem wiatr urósł do 10 węzłów i zazwyczaj narzekalibyśmy, że to wciąż za mało, ale w obecnej konfiguracji jest go tyle ile trzeba. Gdy tylko spi wypełnił się wiatrem, Balaou wyraźnie przyspieszył i porusza się teraz inaczej, jego ruchy nabrały miękkości i stał się mniej podatny na rozkołys. Płyniemy szybciej, ale wciąż nam mało. Kurs względem wiatru jest trochę za pełny więc poświęcamy 10 stopni, podbieramy trochę lewy bras i… lecimy!

log

Rozpaleni emocjami, nie zdajemy sobie sprawy jak szybko czas płynie, po dwóch godzinach osiągnęliśmy półmetek.  Upojeni tym lotem nie zauważyliśmy, że ktoś jeszcze zainteresował się  jachtem pędzącym przez morze, ktoś znany powszechnie z tego, że nie przepuści okazji do zabawy. Plusk!

delfin skacze 1

Delfiny wyskakiwały nad wodę czy po to, żeby dotrzymać kroku Balaou, czy też zwyczajnie traktowały skoki jako część zabawy – dość, że widok był fantastyczny. Nie odstępowały nas przez następne godziny ganiając się jak urwisy.

delfiny

Czy pływanie na spinakerze po nocy to dobry pomysł? Nie bardzo. Chcielibyśmy, żeby słońce zwolniło swój bieg. Tak mówią poeci, którzy przezornie nie zdawali matury z fizyki. I na wszelki wypadek z geografii też nie.

zachod slonca

Ściągnęliśmy więc na pokład ten wspaniały, żółty balonik. Klarując olinowanie i osprzęt podziwiamy pejzaż malowany ostatnimi promieniami słońca na dzisiejszym niebie. Dalszą drogę podejmujemy na żaglach marszowych. Do Cartageny pozostało 20 mil.

zachod

23:40, mijamy główki portu, za którymi czają się stalowe chluby marynarki wojennej Królestwa Hiszpanii. Przed chwilą zrzuciliśmy żagle, klarowanie szotów i fałów zabiera nam jeszcze chwilę. Rozdmuchało się i znowu wiatr popycha nas wgłąb basenu portowego. Przez UKF-kę prosimy marinero o miejsce „frente al viento” czyli pod wiatr. „No hay problema, hombre” – słyszymy w odpowiedzi. Stanęliśmy na cumach przy Y-bomie. Chwilę później wybiła północ. Co za dzień!

Żegluj z Sail Away! Rejsy pod żaglami po Morzu Śródziemnym fantastycznym jachtem Balaou to najlepszy sposób na udane wakacje.

:)

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Login