Milos to wciąż miejsce kultu Wenus

Wrzesień 24th, 2013 | Posted by carinho in Jacht | Miejsca | Rejsy

22.09.2013r.                                                                         36°43,44’N 024°26,82’E

Niedzielny poranek byłby pewnie cichutki, gdyby nie bliskość kościoła wzywającego swoich wiernych biciem dzwona o 7:30. Wstaliśmy po nieco nerwowej nocy, bo obiecane sztormowe zrywy meltemi dotarły na Milos. Północny wiatr przetaczał się przez wyspę, spływał po wzgórzach do zatoki i z impetem uderzał w jachty. Balaou szarpał się na cumach, jak spłoszony koń skory do ucieczki. Wietrzysko wyło i świszczało w masztach strzelając fałami jak z bata i wybudzając nas raz po raz ze snu. Tak, to była słuszna decyzja przeczekać ten atak gniewu Posejdona w porcie. Trudno sobie wyobrazić noc na kotwicowisku w takich warunkach… A w Adhamas słoneczko właśnie wschodziło kąpiąc w ciepłych promieniach sponiewierane w nocy jachty.

dwumasztowiec

Po burzliwej nocy nadszedł spokojny poranek

Wiatr  trochę ucichł, choć z prognozy wiemy, że wróci z jeszcze większą siłą dziś w nocy. Ale póki co mamy caaały dzień na penetrowanie zakątków Milos. Po wczorajszym zerknięciu na port Adhamas narobiliśmy sobie tylko smaku na więcej. Zaczęliśmy od stolicy wyspy – Plaki, która rozłożyła się na wzgórzu powyżej portu. Głównym powodem, by tam pojechać był nie tylko panoramiczny widok na zatokę, ale oczywiście Wenus z Milo. A, po zaparkowaniu w pobliżu Muzeum Archeologicznego, po prostu sam mi wszedł w obiektyw kościółek na samym czubku wzniesienia – Panagia Thalassitra, jak się potem dowiedzieliśmy, pod wezwaniem Matki Boskiej Żeglarzy .

thalasitra

Panagia Thalassitra

Do muzeum było może z 50 metrów ulicą dla pojazdów, ale my zrobiliśmy jakieś 200 metrów na pieszo uroczymi uliczkami Plaki.

uliczka1

Nie ma to jak wpaść w labirynt uliczek

Większość osób zapytana z kim lub z czym kojarzy im się wyspa Mílos, z pewnością odpowiedziałaby, że z posągiem Wenus. I jest to skojarzenie uzasadnione. Ta jedna z najsłynniejszych rzeźb świata, chociaż jest znana jako Wenus, przedstawia grecką boginię miłości Afrodytę i, chociaż wykonano ją na Milos, to tak naprawdę pochodzi z Paros, bo jest z marmuru wydobytego na wyspie Paros. W 1820r. miejscowy pasterz odkrył jaskinię, a w niej połowę posągu. Kiedy znaleziono drugą połowę i rzeźba była kompletna, zakupił ją – w imieniu francuskiego ambasadora w Turcji, Markiza de Riviere – francuski żeglarz, Jules Dumont d’Urville. Figura już wtedy nie miała rąk. Według legendy straciła je, gdy statek d?Urville?a roztrzaskał się o skały w pobliżu wyspy. Gdy rzeźbę wydobyto, była już w stanie, w jakim zna ją cały świat. Markiz de Riviere sprezentował Wenus królowi Francji Ludwikowi XVIII i od 1821 r. posąg znajduje się w Luwrze. Dziś przypuszcza się, że bogini w lewej ręce trzymała jabłko (miłości?). W Muzeum Archeologicznym w stolicy wyspy Milos znajduje się jedynie kopia słynnego posągu, ale zakochane pary i tak tłumnie przybywają na wyspę licząc na przychylność starożytnej bogini miłości, stąd nazywa się ją wyspą zakochanych.

wenus

Kopia posągu Wenus z Milo

Wiatr przygonił w nocy sporo drobnych chmurek nad miasteczko. To widok daaawno nie uwieczniony na zdjęciach. A już byliśmy przekonani, że chmury na wyspach greckich pojawiają się równie rzadko co śnieg 😉

baranki

Kamiennymi schodkami w stronę … nieba

Dobrze, że chmury nie przesłoniły całego nieba i słońce skutecznie ogrzewało ten zimny, północny wiatr… A w drodze powrotnej do samochodu zrobiliśmy już nie 200, a z 500 metrów. Nie mogliśmy wprost oprzeć się kręceniu w tym istnym labiryncie. Gdyby nie słońce na niebie, to po kilku zakrętach stracilibyśmy orientację.

zakręt

Ciekawe, co jest za tym zakrętem…

A krążąc tak i zachwycając każdym kątem, głaskaniem i pieszczotami zdobywaliśmy przyjaźń licznej, futerkowej społeczności miasteczka.

kotki

Przesłodkie, kochane futrzaki 🙂

Wkrótce znaleźliśmy się na tarasie widokowym na rozległą zatokę Milos. Taras zbudowano, jak łatwo sie domyślić, przed kościołem, ale nie wstawię tu  fotki ani kościoła, ani zatoki, ale pięknej mozaiki tradycyjnie ułożonej z białych i czarnych kamyków wydobytych z morza.

mozaika

Wyspiarze nawet w kościołach akcentują swój silny związek z morzem

Wczoraj na milę przed wpłynięciem do portu, będąc już w zatoce Milos, widzieliśmy z daleka kolorową wioskę rybacką. Dziś chcieliśmy przyjrzeć się jej bliżej, skoro jest ona ikoną we wszystkich folderach i przewodnikach. Odnaleźć ścieżkę w dół do osady nie było łatwo. Drogowskazy są stawiane w przypadkowych miejscach, trzeba mieć więc szczęście albo nosa. Dzielny Hyunday Atos snuł w dół serpentynami i ledwie się zatrzymał na betonowym nabrzeżu mokrym od fal, które znienacka pojawiło się za rogiem jednego z domów.

osada

Liczyliśmy na jakiś parking na dole, a droga kończyła się … w morzu.

Klima jest naprawdę malowniczą i jedyną w swoim rodzaju wioską. Niczego podobnego podczas naszych rejsów nie widzieliśmy. Domki są wprawdzie białe jak zwykle, ale wykończone drewnianymi elementami w jaskrawych kolorach, które dodają im niesamowitego uroku. Fundamentem wspólnym dla nich wszystkich jest płaski, szeroki występ skalny zalewany przez fale aż po same drzwi. Na parterze więc znajdują się tylko garaże dla… łódek, a pomieszczenia mieszkalne (zamieszkane!) są na pięterku, do którego prowadzą śmieszne wąziutkie schodki.

klima

Mieszkańcy Klimy stworzyli tu swój mały kolorowy świat

Gdy już się wejdzie na pięterko tymi malutkimi schodkami, to staje się na równie malutkim tarasiku z bajecznie kolorowymi balustradkami, odpowiednio do koloru schodków, okien i drzwi , oczywiście. A z tego tarasiku ma się taaaki śliczny widoczek 🙂

rybacy

Panorama zatoki Milos

Klima, mimo że… klimatyczna, nie zatrzymała nas długo z powodu swoich mikroskopijnych rozmiarów. Po kwadransie spędzonym w tym bajkowym świecie udaliśmy się do Papafragaz, gdzie znajdują się fantazyjne, białe formacje skalne, jaskinie i fiordy ukształtowane w procesach wulkanicznych i przez intensywne oddziaływanie morskich fal.

fiord

Papafragaz

W pobliżu Papafragaz jest inna niezwykła wioska rybacka – Mandraki. Tak jak w Klimie, rybacy wykorzystali ukształtowanie brzegu i naturalne jaskinie budując w nich lokum dla swoich łodzi, a wyżej dla siebie. Tego mini-porciku praktycznie nie widać od strony morza, bo ukrył się w małym oczku większej zatoki. Dwa dni temu płynęliśmy tędy i to całkiem blisko brzegu, ale nikt go nie zauważył.

mandraki

Doskonała kryjówka

W południowej części wyspy znajdują się naprawdę wspaniałe plaże. Z naszej perspektywy są one jednocześnie świetnymi kotwicowiskami – dobrze osłonięte od północnego meltemi, z piaszczystym lub żwirowym dnem doskonale trzymającym kotwicę. A widoki i przecudowna woda – są już w pakiecie. Pierwszą z plaż na naszej liście była Firiplaka.

Firiplaka

Firiplaka

Częściowo asfaltowa, a częściowo szutrowa droga doprowadziła nas do urwiska. Tam maleńki parking mógł pomieścić tylko kilka samochodów, więc plaża, odległa od wszystkiego, siłą rzeczy nie była zatłoczona. Z piaszczystego parkingu wiodła do niej stroma, kręta ścieżka wśród różnobarwnych skał klifu.

lodka

Balaou nie mógłby stanąć aż tak blisko brzegu

Nie sposób oczywiście nie ulec magii tej krystalicznej wody… Można by się wpatrywać godzinami, jak łagodna fala w tę i z powrotem, cierpliwie wygładza kamyczki na brzegu.

woda

Magicznie krystalicznie…

Druga plaża znajdowała się niedaleko, u podnóża tego samego wielokolorowego klifu, ale była bez porównania bardziej kameralna i romantyczna. To niedzielne popołudnie spędzały tam tylko 4 pary rozkoszując się słońcem i cudownie turkusową wodą. Na tę plażę również trzeba zejść stromą ścieżynką, ale z pewnością warto.

Tsigrado

Tsigrado – plaża dla zakochanych

Po drugiej stronie cypla okalającego zatoczkę Tsigrado jest równie piękny, choć bardziej niedostępny zakątek, a morze tam wydaje się mieć jeszcze bardziej nasycony odcień turkusu. Czy to możliwe, żeby woda miała taki kolor czy słońce uszkodziło mi wzrok i moja percepcja koloru niebieskiego jest zaburzona 😉

klif

Dziki zakątek ukryty w klifie

Trzecia plaża jest w Paleohori, na południowo-wschodnim cyplu Milos. Klif nagle wypłaszcza się na jej skraju i potem znów wyrasta stromą ścianą. A pośrodku rozciąga się szeroka i długa łacha grubego, kolorowego żwiru. I tutaj, mimo niedzieli, nie ma tłoku, choć dojazd jest znakomity – szeroką, jak na Milos, asfaltową drogą.
Rzut oka w prawo….

Paleohori1

Po prawej stronie plaży leżaczki, …

Rzut oka w lewo…

Paleohori2

… a po lewej restauracje.

Tylko jeszcze jedna plaża figurowała na liście – Kyriaki. Dojechaliśmy tam znacznie gorszą drogą szutrową, zastanawiając się czy to na pewno tędy? Kyriaki to jednocześnie osada pasterska i rybacka, na którą składa się kilka zabudowań gospodarskich i kilka domów, a raczej szopek. Jest też niewielkie betonowe molo, do którego rybacy cumują tylko na czas rozładunku, bo później ustawiają się na bojkach w zatoczce.

rybacy

Rybackie kotwicowisko przy plaży w Kyriaki

„Plaża”, jeśli można to tak nazwać, i dno zasypane są sporej wielkości kamieniami, a wzdłuż jej brzegu rośnie szpaler karłowatych drzewek. Próżno jednak szukać cienia pod ich koronami, bo najlepsze miejsca są zajęte.

kozy

Stali rezydenci plaży w Kyriaki

I tak oto w ciągu kilku godzin przejechaliśmy Milos wzdłuż i w poprzek, a jeszcze trochę czasu do zachodu słońca pozostało. W porcie zaszły jednak zmiany. Podczas naszej nieobecności przypłynęło tu tyle jachtów, że cała keja, jeszcze wczoraj pusta, teraz była zapełniona do ostatniego miejsca. Widocznie nawet twardziele mieli dość zmagań z szalejącym meltemi i stania za free na kotwicy. Wszyscy odliczyli się w Adhamas 😉 A Czesi, chcąc jakkolwiek zaoszczędzić, postanowili złowić sobie kolację z burty 😉

wędkarz

Jeden łowi, a głodna załoga nie może się doczekać

Można zaoszczędzić nie tylko na restauracjach, ale również na prądzie i wodzie. W greckich portach najczęściej jest tak, że media są opcjonalne – nie są wliczone w cenę postoju. Więc, jeśli ktoś ma własne, wydajne źródła energii i pełne zbiorniki wody, to nie musi za każdym razem płacić za niewykorzystane media. My już kilka razy, stojąc tylko jedna noc w porcie nie skorzystaliśmy z przyłączy, ale przy dwudniowym postoju to już wypada podładować baterie i dolać wody. A całą infrastrukturą portową w Adhamas zarządza przesympatyczny, starszy pan, który, choć jest Grekiem, zaskakująco dobrze mówi po polsku. Ale o tym w jutrzejszym poście.

Grek

Zawsze w dobrym humorze

 

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Login