Na dzień przed skokiem

Listopad 12th, 2013 | Posted by carinho in Jacht | Kulinaria | Miejsca

05.11.2013r.                                                                                   37°15,50’N 021°40,20’E   

Na dzień przed skokiem

Dzisiaj znowu przywitał nas bezwietrzny poranek w Kyparissia, pełen słonecznego, rozleniwiającego ciepła. Cała okolica portu emanuje takim typowym, błogim spokojem małych mieścin greckich. Oprócz kilku wędkarzy i kotów jesteśmy tylko my.

port_Kyparissia

Codzienne przeglądanie w portowym lustrze

Jacht_Balaou

Dlaczego wszyscy są rufami do obiektywu???

Postanowiliśmy przedłużyć wynajem auta i pozwiedzać jeszcze trochę tę część Peloponezu. Całkiem niedaleko jest Pylos, znane też jako Navarino, gdzie już zajrzeliśmy od strony morza kilka dni temu płynąc właśnie do Kyparissii. Ale najpierw trzeba było pojechać do wypożyczalni zameldować, że chcielibyśmy mieć to Daihatsu na jeszcze jeden dzień.

Kiriakoulis

Kiriakoulis ma wolne do kwietnia, ale zrobił dla nas wyjątek, dwukrotnie 🙂

Kiriakoulis, ujmujący właściciel wypożyczalni, nie tylko nie stroił fochów, że marudzimy o kolejny dzień, kiedy on już ma biznes zamknięty po sezonie, ale jeszcze dał nam na drogę pomarańcze z własnego ogrodu. Szalenie miły facet, który kilkoma słowami po angielsku umiał doskonale wyrazić sympatię dla Polaków tak w ogóle, nie tylko dla nas.

Droga do Pylos wiła się wzdłuż brzegu morza, wśród gajów oliwnych i pomarańczowych. Południowo-zachodni Peloponez to prawdziwe zagłębie oliwek i cytrusów. Listopad to właśnie czas na zbiór oliwek, więc co chwila mijaliśmy grupy zbieraczy.

kapliczka

Kapliczki w środku gaju oliwnego, to nic dziwnego w Grecji

zbieracze

Owoce są otrząsane z drzew na siatkowe plandeki

zbieracze (3)

W końcu zobaczyliśmy do czego służą te długie „widelce” spotykane w każdym sklepie

zbieracze (2)

Oliwki można zbierać „niedojrzałe” jako zielone i „dojrzałe” jako czarne

kaplica

W drodze do Pylos – przydrożne maleńkie kapliczki zastępują podróżnym te większe

W połowie drogi do Pylos  mieliśmy okazję zobaczyć pozostałości dużego mykeńskiego pałacu, zwanego „Pałacem Nestora” od postaci mądrego króla Nestora, który władał Pylos w poematach Homera. Pałac ten powstał w XV wieku p.n.e., lecz główne jego części pochodzą z czasów późniejszych. Pod koniec XIII wieku p.n.e. cały kompleks pałacowy uległ zniszczeniu w ogromnym pożarze wraz z całym archiwum. Zachowało się jednak ponad 1200 glinianych tabliczek pokrytych pismem linearnym B takim, jak w minojskim pałacu Knosos na Krecie. Tabliczki te ujawniły, po pierwsze, że miejsce to rzeczywiście było nazywane Pylos przez ówczesnych mieszkańców, a po drugie, że istniał związek pomiędzy cywilizacją mykeńską a minojską.
Niestety obiekt został zamknięty dla zwiedzających na dwa lata. Udało się podejrzeć jedynie zadaszenie nad ruinami i poczytać tablice informacyjne, żebyśmy jeszcze mocniej żałowali, co nas ominęło.

pałac Nestora

Konstrukcja chroniąca wykopaliska

Odkryte zabudowania pałacowe nie posiadały, jak inne budowle mykeńskie, potężnych murów obronnych. Pierwotnie pałac miał dwa piętra, z których przetrwały ściany metrowej wysokości. Ściany były zbudowane z kamienia pokrytego od wewnątrz tynkiem i drewnianą boazerią. W skład zespołu pałacowego wchodziły trzy kompleksy budowli i ponad 40 pomieszczeń: sale, komnaty, magazyny, warsztaty.

palacNestora

Ryciny odtwarzają przepych pałacu

Na wprost wejścia znajdował się megaron,  a jego centrum zajmowało palenisko, nad którym znaleziono otwór z kominem wykonanym z połówek glinianych rur. Pod jedną ze ścian znajdował się tron, zaś ściany były ozdobione freskami przedstawiającymi sceny batalistyczne i liryczne, bohaterów i artystów, a posadzka pokryta była stiukiem w geometryczne wzory.
Oprócz pomieszczeń mieszkalnych odkryto także magazyny z amforami na wino i pitosami na oliwę. Choć główna część wykopalisk to jedynie ściany wystające metr ponad ziemię, to z pomocą rycin można sobie wyobrazić życie mieszkających w pałacu ludzi. Zadanie to uprzyjemnia piękne położenie pałacu na szczycie cypla, skąd rozciąga się panoramiczny widok na otaczające go morze i rozległe wzgórza porośnięte drzewkami oliwnymi.

widok_gaje

Prawdziwy raj na ziemi

A jak są gaje oliwne to i całe przetwórstwo z nimi związane. Cały region wokół Kalamaty od dawien dawna słynie z pierwszorzędnej jakości oliwek i oliwy eksportowanych na cały świat. Mijaliśmy akurat sortownię oliwek i trudno było się oprzeć, by nie zajrzeć do środka.

sortownia

Worki pełne oliwek z okolicznych gajów

sortownia  (2)

Z worków oliwki trafiają na taśmę

sortownia  (3)

Taśma transportuje oliwki do maszyny myjącej

sortownia  (4)

Mycie i oddzielanie od liści

kalamata_oliwki

Efekt końcowy – słynne oliwki  Kalamata

Kilka kilometrów przed Pylos droga zeszła nad sam brzeg morza prowadząc do prześlicznej miejscowości Gialowa.

Gialowa1

Przytulne miasteczko, choć pustawe w listopadzie

Gialowa2

Podobnie plaża, brak amatorów jesiennego opalania.

Ze wzgórza nad portem można było podziwiać fantastyczną panoramę na całą Zatokę Pylos (Navarino). O zatoce i bitwie, która przyniosła Grecji niepodległość pisaliśmy kilka postów wcześniej, gdy wpłynęliśmy tu Balaou na mały rekonesans.

Zatoka_Pylos

Wyspa Sfaktira (ta na horyzoncie) oddziela zatokę od Morza Jońskiego

W centrum naszego zainteresowania znalazł się zamek wzniesiony przez Turków w 1572r., a następnie rozbudowany przez Wenecjan i Francuzów. Część budowli obróciła się w ruinę, ale same mury obronne zachowały się znakomicie, podobnie jak mały kościółek Agios Sotiros.

Pylos

Ruiny niewiele dziś mówią

pylos (5)

Wspaniały widok z twierdzy na Zatokę Pylos

pylos (4)

Agios Sotiros jako jedyny obiekt w twierdzy jest restaurowany

pylos (3)

Uczestniczki bitwy o niepodległość Grecji

pylos (2)

Mury twierdzy ze względu na swoją niespotykaną grubość jeszcze dłuuugo postoją

Minęła 15ta i czas był wracać. Przed długim skokiem przez Morze Jońskie należało się przygotować – zakupy, paliwo, analiza prognozy i trasy. Zaczęliśmy od najbardziej przyjemnego etapu przygotowań, czyli zakupów. Grecja jest rajem pod względem bogactwa świeżych owoców i warzyw, nie takich jak są często w supermarketach, bez smaku i zapachu. Wchodząc pomiędzy kolorowe stragany i zatapiając się w te kuszące, smakowite, intensywne zapachy, można być pewnym, że nie wyjdzie się z pustymi rękoma.

zakupy

Sezon na pomarańcze właśnie się zaczął 🙂

zakupy (3)

W Grecji każdy chętnie zapozuje i uśmiechnie się do zdjęcia, nawet pani ekspedientka

zakupy (2)

W morzu zieleniny…

Wracaliśmy na Balaou okrężną drogą, żeby pożegnać wzrokiem okolicę, w której tak bezpiecznie i wspaniale spędziliśmy czas czekając na okno pogodowe.

port

Spokojna uliczka portowa

port (2)

Kościółek co najwyżej 2-osobowy 🙂

Pogoda zaczynała się załamywać. Po porannym bezchmurnym niebie nie było już śladu, a ciemne, skłębione chmury parły znad morza na szczyty wzgórz.

chmury

Góry Sotiros zatrzymywały wały chmur znad morza

Akurat wróciliśmy z zakupami, a podjechała półciężarówka z naszym paliwem. Sto litrów paliwa… w beczkach – to było coś nowego. Zwykle tankowaliśmy z mniejszej lub większej cysterny, a nie lejkiem do baku. Jednak w obliczu ceny paliwa znacznie niższej niż na Sycylii, infrastruktura stała się dla nas sprawą drugorzędną.

tankowanie

Pick-up załadowany beczkami z paliwem

tankowanie (2)

No i tak też można 😉

Po sprawdzeniu prognozy pogody potwierdził się nasz pierwotny plan, że jutro po południu ruszamy. Wtedy wstrzelimy się całkiem ładnie w okno pogodowe załapując się jeszcze na resztki mocnego wiatru w pobliżu Grecji i jednocześnie zdążymy przed sztormem u brzegów Sycylii 🙂

kot

Adolf – rezydent portowy, przy pożegnalnej kolacji 🙂

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

One Response

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Login