Popołudnie w Marsaxlokk

styczeń 21st, 2014 | Posted by carinho in Jacht | Kulinaria | Miejsca

17.01.2014r.                                                                                  35°50,05’81N 014°34,00’E

Popołudnie w Marsaxlokk

Malta ponoć słynie z tego, że rocznie przypada tutaj 300 słonecznych dni. Nie wiadomo, kto i kiedy policzył te dni, ale na pewno nie był tu zimą 😉 Wyspa akurat leży w samym środku szlaku zimowych sztormów przechodzących między Afryką a Sycylią. A sztormowe wiatry często pchają deszczowe chmury. Fakt faktem trudno narzekać na pogodę, jeśli teraz, w styczniu, w dzień jest 17-19 stopni, a słońce od razu wysmaża nos na czerwono. Jednak dzisiejszy dzień nie należał do tych 300tu. Pomiędzy czarnymi, złowrogimi chmurami baaardzo nieśmiało wyglądało słoneczko, a my z góry założyliśmy, że wycieczka będzie bardzo udana, jeśli tylko nie zleje nas deszcz 😉
Po Malcie najwygodniej jest przemieszczać się autobusami. Za cały dzień, bez względu na ilość przesiadek, płaci się 1,5? – zimowa promocja. A pamiętając, że wszystkie drogi na Malcie prowadzą do/z Valletty, nie da się zabłądzić. Zgodnie z tą prostą zasadą ruszyliśmy do Valletty, a tam wsiedliśmy w pierwszy autobus jaki się nawinął – akurat na południe wyspy, do Marsaskali nad Zatoką św.Tomasza.

Marsaskala

Zatoka Marsaskala i kościół św.Anny – największy budynek w tej maleńkiej miejscowości 😉

Nazwa miasta powstała z połączenia dwóch słów Marsa (Port) i Sqalli (Sycylijczyk) i podobno faktycznie Sycylijscy rybacy bardzo często bazowali w Marsakali łowiąc ryby w okolicznych wodach. Miasto jest  malowniczo położone w zatoce o tej samej nazwie, głęboko wcinającej się w ląd, niczym fiord.
W czasach panowania zakonu joannitów, w 1614r., w tym urokliwym i spokojnym miejscu wylądowała flota 60 okrętów tureckich i 6000 żołnierzy zaatakowało miasto, chcąc jakby powtórzyć Wielkie Oblężenie z 1565r. Maltańczycy i tym razem odparli dzielnie ten niespodziewany atak, jednak po tym incydencie wielki mistrz Alof de Wignacourt zarządził budowę fortyfikacji. Do dziś zachowała się okazała wieża św.Tomasza, do której doszliśmy naokoło zatoki szerokim deptakiem obsadzonym palmami.

wieza_sw_Tomasza

Wieża św. Tomasza – niegdyś warownia, dziś restauracja z widokiem na morze 😉

W tym rejonie wybrzeże jest bardzo urozmaicone klifami, zatokami, jaskiniami i grotami. Gdyby mieć cały dzień i trochę lepszą pogodę, można spokojnie przemaszerować pieszo ten odcinek wybrzeża . My jednak wsiedliśmy w kolejny autobusik i przejechaliśmy te kilka kilometrów, bo zależało nam na dotarciu do Marsaxlokk przed zachodem słońca, które niestety znika za horyzontem już o 17tej.

Marsaxlokk_nabrzeze

Nabrzeże w Marsaxlokk i urocza scenka obyczajowa… odlana z brązu 🙂

Autobus dowiózł nas na samo nabrzeże, gdzie, mimo popołudniowej pory, nadal stały rozłożone stragany z maltańskim rękodziełem, tradycyjnymi pamiątkami, lokalnymi przysmakami, a rybacy sprzedawali swoje zdobycze prosto z łódek.

targ

Nawet fartuszki kuchenne i ściereczki do naczyń zdobione są narodowymi symbolami 🙂

targ (2)

Ręczniki, długopisy, koraliki, dzwoneczki i inne bibeloty – czyli wszystko, czego turysta potrzebuje 😉

targ (3)

Lokalne trunki dla dorosłych i zdrowe łakocie dla dzieci – a wszystko to „domowej roboty ” 🙂

rybacy

Ledwie rozładowany jeden połów, a już pora wypływać na kolejny – dzień jak co dzień…

Marsaxlokk jest podobno najpiękniejszym portem rybackim na Malcie. A patrząc na te przeurocze, kolorowe łódeczki kołyszące się wodzie, zdecydowanie podpisujemy się pod tą opinią obiema rękami.

Marsaxlokk

Cały klimat tworzą właśnie te małe, jaskrawo pomalowane łódeczki 🙂

Leniwe popołudnie w tym osłoniętym od wiatru, nasłonecznionym porciku wymusiło wręcz zwolnienie tempa. Zresztą przyszedł czas, żeby coś przekąsić. Znaleźliśmy sobie dogodne miejsce w knajpce na nabrzeżu, tak by skorzystać z tych ostatnich promieni słońca i przyjrzeć się choć przez chwilę, jak spokojnie płynie tutaj życie.

knajpka (2)

Czarne chmury gdzieś odpłynęły, a nabrzeże znów pławiło się w słońcu 🙂

rybacy (2)

Miejscowi rybacy nie mają problemów ze zbytem – tutejsze restauracje od ręki opróżniają sieci 😉

knajpka

A nasza rybka już się smaży…. mniam! 🙂

ryby

” Świeże rybki, ośmiornice… Komu, komu? Bo idę do domu! ” 😉

Zamówiliśmy sobie lokalny specjał – miecznika. To było dla nas swego rodzaju odkrycie, bo po raz pierwszy mieliśmy zjeść… kuzyna Balaou 😉  Tak dla przypomnienia, nazwa Balaou znaczy żaglica,  czyli ryba z tej samej rodziny co miecznik, tyle, że z okazałą płetwą grzbietową, niczym żagiel. Ten dylemat natury moralnej nie zajął nam jednak wiele czasu, zwłaszcza, że uwagę wszystkich gości restauracji przyciągnęły komiczne rozgrywki rybaków i ich psów, które najwyraźniej były lokalnymi pupilami znanymi każdemu w porcie.

psy

Co tak przykuło uwagę tego małego pieska?

psy (2)

A kumpel, który wskoczył do wody, żeby wyłowić pływającą tam butelkę 🙂

psy (3)

Pieski nie mogły się wręcz doczekać, aż łódki się zbliżą 🙂

Gdy łódki dotknęły się kadłubami, pieski natychmiast zamieniły się miejscami. Ale to nie była ostateczna kombinacja, potem jeszcze wielokrotnie, i rybacy, i ich psy zmieniali swoje miejsca na łódkach, przy czym psy lądowały również w wodzie. Właściwie aż do naszego odejścia nie wyjaśniło się, co ta czwórka chciała osiągnąć, oprócz zamieszania. Wyglądało to tak, jakby oni sami też nie bardzo wiedzieli kto z kim, dokąd i po co ma płynąć 😉 Później dowiedzieliśmy się, że w 1989r. również miały tu miejsce ciekawe roszady, ale na „wysokim szczeblu”. Tę właśnie zatokę na Malcie wybrano, jako miejsce w pół drogi między Wschodem a Zachodem, na spotkanie prezydenta USA Georga H.W.Busha z przewodniczącym PRN ZSRR Michaiłem Gorbaczowem. Pech chciał, że akurat tego wieczoru wdarł się do portu silny sztorm. Gorbaczow nie chciał w takich warunkach opuszczać swojego statku, więc Bush przypłynął do niego. Niestety uroczysta kolacja przygotowana na amerykańskim statku, tam też została, więc… zjadła ją załoga, a przywódcy musieli obejść się smakiem 😉

Ta sielankowa atmosfera nabrzeża odebrała nam po prostu siły. Najedzeni i rozleniwieni posiedzielibyśmy tam pewnie do wieczora, ale w planie na dziś mieliśmy jeszcze inną atrakcję południowego wybrzeża Malty – Błękitną Grotę. Znów korzystając z autobusika przejechaliśmy z Marsaxlokk do Żurrieq. Nie wiedząc dokładnie jak dostać się do samej groty, najprościej było zapytać kierowcę autobusu. Jeszcze nie skończyłam pytania, nawet nie zdążyłam pokazać na mapie dokąd zmierzamy, nawet nie padła nazwa poszukiwanego obiektu, a kierowca niczym jakiś jasnowidz od razu wypalił po angielsku „tak, tak, szukacie c”. Na co ja zdziwiona odparłam ” no właśnie! skąd Pan wiedział???”, a on roześmiał się i pokazując linię na moim czole mówi: „Tu miałaś napisane!”. He, he… Nie ma to jak ponabijać się z napalonych turystów 😉
Grota znajduje się może kilometr od miasta i z przyjemnością przeszliśmy się podziwiając okolicę. Południowe wybrzeże jest klifowe, z licznymi zatokami, fiordami, poprzecinane kanionami wyschniętych rzek. Gdyby jeszcze było słońce, to pejzaż byłby pewnie malowniczy, ale z czarnymi chmurami w tle wyglądał raczej groźnie.

wawoz

Wapienny kanion suchej rzeki zarósł zielenią do samego dna

Na klifie zbudowano specjalny taras widokowy, z którego pięknie widać całą grotę. Pewnie rano, gdy słońce jest na tyle nisko, by promienie wpadały do wnętrza groty, widok jest niesamowity, zwłaszcza, że woda jest tam płytka i niewiarygodnie błękitna!

Blue_Grotto

Najlepszy widok na Blue Grotto 🙂

Grota ta wyrzeźbiona została przed wiekami przez napierające na brzeg wyspy fale morskie i stanowi obecnie cześć malowniczego systemu podziemnych korytarzy rozlokowanych tuż nad taflą wody. Jaskinia ma 30 metrów wysokości, głębokość sięga 45 m, a jej obwód wynosi prawie 90. Za kilka miesięcy woda na pewno będzie cieplejsza, a wtedy bez problemu można rzucić kotwicę w pobliżu groty, żeby sobie popływać i ponurkować. Hmmm… letnie klimaty 🙂
W małej osadzie rybackiej przy Blue Grotto wypatrzyliśmy człowieka, który wyglądał na sokolnika. Jednak, gdy podeszliśmy bliżej, okazało się, że na jego ręce uzbrojonej w skórzaną rękawicę nie siedzi sokół, lecz… sowa 🙂 Dla nas i tak była to gratka i wielka frajda zobaczyć tego pięknego ptaka z tak bliska.

sowa

Sowa o imieniu Nina chętnie pozowała do zdjęć… za kawałek suszonego mięsa 🙂

Sowy nie są spokrewnione z ptakami drapieżnymi, ale posiadają wiele cech wspólnych, wynikających z podobnego trybu życia. Wśród nich można wymienić: ostre dzioby i szpony, dobry wzrok, zdolność widzenia stereoskopowego (dwuocznego)i odwrócony dymorfizm płciowy (samice są większe od samców). Różnice to przede wszystkim nocny tryb życia sów oraz ich doskonały słuch. Sowie upierzenie jest gęste i miękkie, a każde pióro na górnej powierzchni chorągiewki pokryte jest aksamitnym puszkiem. To dzięki temu pióra ocierając się o siebie w czasie uderzeń skrzydeł nie wydają dźwięku ? sowa leci bezszelestnie.

sowa (2)

Przeszywające spojrzenie Niny można było poczuć z tyłu głowy 😉

Sowy słyszą w przedziale 50?21000 Hz. Nie posiadają uszu zewnętrznych, a jedynie otwory słuchowe ukryte pod piórami. ?Uszy? widoczne u Niny, to jedynie pęki piór. Co istotne, otwory słuchowe po obu stronach głowy są ułożone niesymetrycznie, również zagłębienia mają inny kształt. Powoduje to, że dźwięk dochodzi do uszu w różnym czasie i w nieco innej formie. Dzięki temu sowa potrafi precyzyjnie zlokalizować ofiarę nawet w całkowitej ciemności.  A te promieniście ułożone pióra wokół oczu i dzioba, nazywane szlarą, mają za zadanie skupiać fale dźwiękowe o wysokich częstotliwościach  – działają podobnie jak talerz satelitarny lub ręka przyłożona do ucha.
Pierwszą cechą, która zwróciła naszą uwagę, były wielkie, idealnie okrągłe, miodowe oczy Niny. Gdy do niej mówiliśmy albo wzywał ją jej pan, przykuwała tam swój przeszywający wzrok. Sowy charakteryzują się doskonale rozwiniętym wzrokiem, dostosowanym do widzenia w słabym oświetleniu. W porównaniu do ptaków dziennych, np. gołębi, oko sowy jest do 100 razy wrażliwsze na światło, a w porównaniu do człowieka ? do 2,5 raza wrażliwsze. Jednak lepsze widzenie w ciemności nie wynika ze zwiększonej wrażliwości siatkówki, a ze specyficznej budowy oka. Sowy mają bardzo duże gałki oczne typu teleskopowego, z długą ogniskową i bardzo dużą źrenicą. Powoduje to, że na siatkówkę pada więcej światła. Za siatkówką znajduje się błona odblaskowa, która dodatkowo wzmacnia jasność widzenia. Co ciekawe, dzięki długiej ogniskowej, oczy sów mają także zdolność powiększania obrazu, podobnie jak teleobiektyw! Wadą takiej konstrukcji oka jest zawężenie pola widzenia do ok. 110° ? sowy widzą tunelowo, podobnie jak człowiek przez lornetkę. Ponadto oczy sów, ze względu na ich wielkość i kształt, są mało ruchliwe w oczodołach. Ten ograniczony kąt widzenia rekompensują sobie ogromną ruchliwością szyi ? mogą wykonywać obroty głową w zakresie 270°. W przeciwieństwie do większości ptaków, oczy sów są zwrócone do przodu, dzięki temu pola widzenia prawego i lewego oka nachodzą na siebie w zakresie 60?70°. Daje to, w porównaniu do innych ptaków (np. gołąb ok. 0-10°), duży kąt widzenia przestrzennego i ułatwia szacowanie odległości.

sowa (3)

Najpierw namierza cel… chwilę później już go ma 😉

Czas spędzony z Niną był dla nas nieocenionym doświadczeniem, nic nie może zastąpić tak bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Ale choć wolimy tę żywą część natury, to czekała na nas ta nieożywiona część w postaci południowych klifów Malty 😉
Na szczęście w wiosce przy Blue Grotto jest zajezdnia autobusów (nawet sightseeing busa), więc dalsza podróż wzdłuż wybrzeża również była łatwa. Czekając na nasz autobus numer 201 i widząc, jak od strony morza zbliża się do ściana deszczu, czmychnęliśmy do małej knajpki, z widokiem na przystanek. A tam całe ściany obwieszone były zdjęciami z 1987r., kiedy to miejscowi rybacy złowili żarłacza białego!

rekin

Duma miejscowych rybaków i …. postrach zdezorientowanych nurków 😉

Rekin miał 7,14 metra długości i ważył 3 tony, a w jego brzuchu zidentyfikowano 2-metrowego rekina błękitnego, 2,5-metrowego delfina i 70-centymetrowego żółwia! Podobno był to największy rekin, jaki kiedykolwiek przyplątał się na Morze Śródziemne.
Ulewa była gwałtowna i na szczęście krótka. Chwilę później nadjechał nasz autobus, dopiliśmy Ciska (lekkie maltańskie piwko) i ruszyliśmy zobaczyć te sławne Dingli Cliffs.

Dingli_clifs

Dingli Cliffs nie różnią się od innych na tym wybrzeżu, chyba że tym, że są… w Dingli 😉

Dingli_clifs (2)

No może faktycznie są nieco wyższe i bardziej pionowe 😉

Na skraju klifu znajduje się ogromna wieża z dopplerowskim radarem meteorologicznym na użytek pobliskiego lotniska. Radar taki używany jest głównie do obserwacji opadów: ich położenia, intensywności, rodzaju i ruchu, a także prędkości wiatru utożsamianej z prędkością chmur. Dla ruchu samolotów szczególnie ważna jest „struktura” powietrza i powstawanie tzw. dziur powietrznych, szczególnie niebezpiecznych podczas startu i lądowania.

radar_dopplera

Radar dopplerowski wygląda jak obserwatorium astronomiczne 😉

Klify były ostatnim etapem dzisiejszej wyprawy po Malcie. Na Balaou wróciliśmy już w ciemnościach podziwiając pięknie podświetlone stare mury, fontanny i kościoły Valletty. A przed pójściem spać podziwialiśmy jeszcze coś. Nasze nowe wyposażenie Balaou i zarazem pamiątki z targu w Marsaxlokk 🙂

zdobycze

Otwieracz do wina i ozdobiony krzyżem maltańskim dzwoneczek, którym załoga będzie wzywana na posiłki 😉

A jeśli ktoś lubi romantyczne akcenty, to może sobie przeczytać taki wiersz o sowie, na dobranoc 🙂

Sowa jest magią lasu,
Oczami nocy…
Gwiazdy w jej oczach płoną
I srebrzysty Księżyc
broczy.
Sowa jest przewodnikiem,
Przewodnikiem po mrocznym
borze.
Zaprowadzi Cię tam,
Gdzie świetliki trwają
W swym odwiecznym tańcu
I nic ich nie zmorze…
Przez uroczyska i cmentarze zwierząt,
Pełne zmurszałych kości,
Sowa zawiedzie Cię tam,
Gdzie prastara Natura gości!

A za najdalszą górą
I najdalszą rzeką,
Może w innym
Szumilesie…
Dwie Sowy przytulone
puszyście,
Patrzą na Księżyc
na nieba
bezkresie…
Złocista sarna podeszła cicho
na mgielną polanę,
Ciekawa sowich rozmów z Księżycem.
A sowie pohukiwanie
niech pozostanie nienazwane!
Co tam usłyszała,
Nikt się nie dowie
I nie usłyszy…
W jej sarnich oczach
Miłość się odbija –
Sowia Magia nocy!

(wierszyk –  źródło http://demonekpaulinka.cytaty.info/)

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

2 komentarze

  • Ziemowit says:

    Właśnie, usiąść sobie tak i chłonąć atmosferę codziennego życia portowego…

  • Rajek says:

    Szybko leci czas przy piwku, w porcie nad samą wodą. Można godzinami patrzeć na rybaków zajętych swoimi sprawami. Jedni przygotowują się do wypłynięcia, inni wracają z morza. Jeden reperuje swoją łódeczkę, inni mu pomagają. To ktoś wyciąga łódkę z wody i wtedy jest większe zamieszanie.

    Niekoniecznie musi to być piwo, osobiście wolę kawę 🙂



Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Login